880 + 1 = 881
Tytuł: Szafa
Autor: Olga Tokarczuk
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 5/10
#bookmeter
***
Wzruszam się, kiedy tu sprzątam, bo zdumiewa mnie, że można być w sposób, jakby się w ogóle nie było.
Szafa jest krótka, bo Szafa składa się z trzech tylko opowiadań. A że potrzebowałem książki krótkiej, takiej na jeden późno rozpoczynający się wieczór, zachęcony wpisem kolegi @wewerwe-sdfsdfsdf (nie że treścią tego wpisu, raczej samym faktem jego publikacji i tym, że dowiedziałem się z niego, że taka książka w ogóle istnieje) postanowiłem do Szafy sięgnąć.
W Szafie znalazłem trzy opowiadania: Szafę (to jakiś rodzaj incepcji?), Numery i DEUS EX. Najbardziej podobała mi się Szafa operująca chyba wyłącznie nastrojem, bo o co w tym opowiadaniu chodzi, to nie mam pojęcia, choć jest napisane ładnie. Chyba że jest w nim jakaś głębsza metafora, ale jakoś jej nie dostrzegłem (albo potrafiłbym dopasować ich około siedemnastu, tylko że każdą trochę na siłę). Otóż w Szafa opowiada o tym, że małżeństwo kupuje szafę, a później się w niej zamyka.
Numery, też całkiem niezłe i najdłuższe z wszystkich trzech opowiadań, to historia pokojówki, która sprząta piętro w hotelu. Ma na tym piętrze kilka pokoi, a w każdym z nich ktoś mieszka. Po pozostawionych przez gości śladach, po przedmiotach i po bałaganie pokojówka-narratorka snuje opartą na obserwacjach i domysłach opowieść o tych pokoi lokatorach. Więc może Numery to nie historia pokojówki, ale opowieść pokojówki? Smaczku dodaje (o ile to prawda, bo nie sprawdzałem, i być może tylko wydaje mi się, że gdzieś tak kiedyś czytałem), że pani Tokarczuk zanim na dobre zajęła się literaturą (albo zanim środowisko literackie zajęło się panią Tokarczuk i ją doceniło) pracowała w Wielkiej Brytanii właśnie jako pokojówka.
Numery to opowiadanie, które podobało mi się niemal tak jak Szafa, choć akurat w Numerach dokładnie wiadomo o co chodzi. To może być Numerów zaleta. Ale może to być też ich wada.
Na końcu tego zbiorku znajduje się tekst pod tytułem DEUS EX. To historia informatyka, który zajmuje się tym, że tworzy grę, w której tworzy świat. Później tym światem chwilę steruje, a jeszcze później sterować przestaje i ten świat podąża swoją drogą i nie kończy się to dobrze. To, co mnie bardzo raziło w tym opowiadaniu, to lekkość reaserchu, z jakim to opowiadanie zostało napisane. Widać, niestety, że pani Tokarczuk nie wie (a przynajmniej kiedy to opowiadanie pisała nie wiedziała) wiele o komputerach. Widać, że o coś tam kogoś tam spytała, ten ktoś być może nawet jej coś tam opowiedział, ale tekst bije po oczach płytkością i naiwnością jeśli chodzi o aspekty techniczne komputerów i może to ten zgrzyt powoduje, że jeśli jest w nim coś więcej, to to coś więcej pod tą naiwnością ginie. Jeśli zaś chodzi o samą treść, to w temacie „opowiadań kreacjonistycznych” daleko pani Tokarczuk choćby do tego, co zrobił pan Zajdel w swojej Relacji z pierwszej ręki.
Szafa jest krótka, to taka lektura na jeden wieczór (chyba że ktoś chce się na siłę doszukiwać w niej głębi, to można czytać ją i przez dwa tygodnie) i w jeden wieczór ją przeczytałem. To był całkiem miły wieczór, ale niczego w moim życiu nie zmienił. Nie pomyślałem przy lekturze o niczym nowym, na nic nie spojrzałem z innej perspektywy. Miałem w czasie lektury trochę przyjemności estetycznej, bo pani Tokarczuk potrafi pisać ładnie, ale gdybym tamtego wieczora po prostu wcześniej usnął, to myślę, że straciłbym niewiele, a może nawet bym coś zyskał, bo wyspałbym się wtedy trochę bardziej niż zwykle.

