Ilekroć słyszę jak Amerykanie odwołują się swoim dziedzictwem do Indian to mi się chce śmiać. Tłem do tej książki jest wojna secesyjna. Potrzeba żołnierzy. Tych gdzieś trzeba ulokować wraz z rodzinami, tak żeby mogli żyć w normalny sposób. Miejscem idealnym do tego jest teren Indian pod byle pretekstem. Ci zaczynają się buntować i napadać. Dyliżanse i łączność zostaje zerwana. Dochodzi do mniejszych i większych potyczek oraz bitw. Pojawiaj się propozycje pokojowe. W tym momencie dochodzi do tytułowej maskary, gdzie odział amerykański po krótkiej bitwie zaczyna zabijać dosłownie wszystkich w indiańskim obozie. Nawet Kongres wszczął śledztwo, gdzie finalnie nikogo nie skazano, z racji odejścia głównych osób z armii. Autor dobrze ujął rasizm i ksenofobię ówczesnego Dzikiego Zachodu. O tej maskarze jakoś mało się mówi na kartach historii. Ciekawe dlaczego?
W końcu coś porządnego. Rosyjska wojna domowa jest dość ważna. Raz, z powodu późniejszych czystek to dwa spory procent wywiad radziecki poświęcał "białym" za granicą. Tutaj jest jakby początek tego wszystkiego. Bunty marynarzy, niedecydowanie dowódców czy zbrojne wystąpienie Kozaków Dońskich i zalążek powstania "białej" Armii Ochotniczej przeciw bolszewikom oraz chaos informacyjny ze zmienianiem, jak w kalejdoskopie sojusznika we wroga. Tragizm bycia Kozaków "białą plamą na czerwonym obrusie" przewija się do samego końca. Utrata Rostowa, wojny "eszelonowe", czy śmierć dowódców i atamanów. Bardzo dobra pozycja z zapleczem bibliograficznym.
Mam mieszane uczucia, co do tej książki. Z jednej strony lubię czytać o bitwach morskich i dowiadywać się o zarzewiach późniejszych konfliktach (w tym wypadku wojna krymska). Z drugiej natomiast, ugruntowanie danej książki w "mocnych" źródłach. Tutaj to pierwsze zostało spełnione, a to drugie tak średnio. Wykorzystanie gazet z Kongresówki to takie malowanie obrazu na podstawie cienia. Dużo traci. Fakt, że autor to "wygładza" innymi pozycjami i nadaje chronologiczny nurt opisywanych akcji, ale brakowało mi "tego czegoś". Temat jest zacny. Grecja i jej powstanie przeciwko zwierzchnictwu Turcji. Właściwie to Turcji i Egiptu pod rządami sułtana. Prawie 10 lat ze zmiennych skutkiem. Do zainteresowania ówczesnych mocarstw przejawiały interesy. Wielka Brytania - zastopowanie ambicji Rosji na Bałkanach. Francja - nastroje pro greckie i niechęć do utraty wpływów po tej stronie Morza Śródziemnego. Rosja - powiększenie strefy wpływów i "wyjście" na Morze Śródziemne. Sama bitwa morska też była niezwykła, bo dowodzili francuscy najemnicy "sieroty po Napoleonie" to raz, a dwa to się odbywała w zatoce i zaczęło się od nadgorliwości kilku tureckich marynarzy. No nic, trzeba szukać kolejnej książki wyjaśniającej działania Rosji na Morzu Śródziemnym.
@Opornik tutaj jest ważny kontekst, gdzie flota aliancka pilnowała floty sułtanatu przed działaniami wojennymi wobec Grecji, część okrętów po obu stronach stała na kotwicy, więc to był pojedynek prawie okręt - okręt. W II fazie weszli Rosjanie, którzy już byli nastawieni od razu do wojny, więc byli lepiej przygotowani i wiedzieli, co i jak (płynęli w szyku torowym). Bez tego te liczby nic nie mówią
Generalnie lipa. Autorka skacze po wątkach, że nie idzie się zorientować, w jakim momencie bitwy jest opisywany. Brak rzetelnego wprowadzenia wraz z opisem uzbrojenia. Sylwetki dowódców są dość ogólne. Do tego dochodzi jakość źródeł. Nie mam na myśli tego, że zostały wykorzystane polskie, tylko to, że kwerenda jest niskiej jakości. Fakt, że są wspomnienia generała Maczka jak i pozostałych żołnierzy. Jednak to nie ratuje tej książki przed niską oceną.
@konik_polanowy Ja mam wrażenie, że ta seria często ma słabe momenty. Kiedyś już gdzieś czytałem, jak wytykane były błędy w kilku innych publikacjach. Nie są to jakieś porywające książki swoją drogą.
Jeśli czytałeś "Brawo dwa zero" i to, że nie macha się do araba lewą ręką to tu poznasz, w jaki sposób autor trafił do Pułku, jak on to nazwa SAS. Nie było prosto, podobnie jak z jego dzieciństwem. W istocie ta książka to coś autobiografii ze znaczną przewagi akcji autora. A tych jest sporo. Irlandia i to kilka razy w kilku wcieleniach, prawie Bejrut i Ameryka Południowa. Nie ma nudy. Są szczegóły, gdzie autor przedstawia, po co i w jaki sposób był szkolony. Spokojnie był to porównał do Delta Force autorstwa Erica Haneya.
Książka z 1997 roku, pisana jeszcze style "starej szkoły". Autor podszedł do tematu szczegółowo, ale zachowawczo. Widać czasami, że dodałby więcej informacji, jak to jest żyć i walczyć na pustyni, ale wyszłoby z tego grubo ponad 500 stron, a tak jest ponad 200 z bibliografią. Na wstępie informuje, dlaczego El Alamein. O tuż były w sumie 3 bitwy. Mowa tu o drugiej, która zatrzymała Rommla, ale go nie rozbiła, bo Montgomery był dość ostrożny w swoich ruchach. Nie ma wychwalania i wiwatów na cześć Montgomergo, jak to powszechnie się uważa, ale też nie umniejsza jego woli. Blefowanie się udało, ale dzięki wydatnej pomocy sprzętowej z USA, lotnictwu i marynarce, która skutecznie niszczyła wrogie sobie konwoje na morzu. Autor dokładnie opisuje obie sylwetki zwłaszcza z powodami (głównie bycie tam, gdzie trzeba być),dla którego zostali wybrani na dowódców. Nie zapomina też i o tym, czym można nazwać "analizą ryzyka" walk w Afryce i ich powodami dla Niemiec i Wielkiej Brytanii. Dla tych pierwszych to zablokowanie Kanału Sueskiego nie było aż tak palącą sprawą jak zdobycie Malty. Natomiast ci drudzy, jak by stracili Egipt to mniejsze byłoby zasoby ropy i paliw oraz zyski z jej sprzedaży. Inaczej pisząc, kawał dobrej roboty. Chociaż zabrakło mi informacji, skąd Rommel czerpał informacje, ale od tego jest duża, dedykowana publikacja.