No dobra, muszę nadgonić przed pójściem spać. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Album nr 4: Black Sabbath - Paranoid
Ocena ogólna: 87,98% (4.5*)
3 ulubione utwory - bez zaskoczenia: War Pigs, Paranoid, Iron Man
Powiedzieć o Paranoid, że to bardzo dobry album to tak jak nic nie powiedzieć. Jednocześnie nie chciałem naciągać tego albumu do 5*, bo uważam, że ma kilka punktów, które na to nie pozwoliły.
Mocne, surowe pierdolnięcie na tym albumie to coś co Armando lubi najbardziej. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Chyba mój ulubiony album Sabbathów, chociaż... może się okazać, że jednak nie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Najzabawniejsze jest to, że przesłuchałem go w całości dopiero z 4 lata temu.
A no i to w sumie najświeższy album w mojej małej kolekcji.
3 ulubione utwory: Maggot Brain, Super Stupid, Can You Get To That
Dosyć nieoczywisty album na mojej liście "kiedyś kupię".
O tym albumie mogę powiedzieć w sumie jeszcze mniej. Poza tym, że tytułowy utwór jest genialny. Lekko przydługi i potrafi "wybić", ale mimo to uwielbiam. Jako pierwszy zyskuje u mnie ocenę 5/5.
Album również zasłużył na ocenę 3,5* - dobry album. Mimo wszystko nie zasłużył na lepszą ocenę (pierwotnie dawałem mu 4,5*).
No dobra, poza #randomowapiosenka miałem prowadzić #muzykujzarmando ale stwierdziłem, że nie chce mi się.
Zrobię to inaczej, od nowa, z całkiem świeżym ocenianiem i świeżym podejściem do płyt.
Zatem rozpoczynam tag #wszystkiealbumyarmando i mam nadzieję, że tym razem się uda wszystko tutaj wrzucić.
Nie wymagam tym razem od siebie wiele, ale docelowo chcę słuchać 3 albumy dziennie:
Album, który posiadam na CD
Album, który być może nabędę
Album, którego raczej nie będę kupować
Dodatkowo w niektóre dni będę mieszał - np. 3x album, którego nie będę kupować, ale to tylko dlatego, by moja żona nie musiała słuchać 3 albumów Modern Talking pod rząd ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Do przesłuchania tysiąca albumów - to moje trzecie podejście.
Pierwsze - udane, 1002 albumy w 365 dni. Było ciężko, ale się udało. Niestety, spora część była słuchana w pracy (przez co nie mogłem się na nich skupić), część pod wpływem alkoholu (wiadomo, niektóre piosenki stają się fajniejsze), a na niektórych się w ogóle nie skupiałem.
Drugie podejście - totalnie nieudane, przesłuchane ok. 70 albumów i temat porzuciłem. Głównie ze względu na to, że trochę w życiu mi się pozmieniało.
Czas na podejście nr 3. Nic od siebie nie wymagam, na spokojnie. Jeśli nie przesłucham 3 albumów w jakiś dzień - trudno, nie będę nadganiał. Czas? Nieograniczony.
Kwestia ocen - sporna. Już po przesłuchaniu 3 pierwszych albumów zauważyłem duży spadek procentowy u dwóch z nich.
Co do opisów albumów - nie będę się rozpisywać jeśli nie będę miał nic sensownego do dodania. Czasem dorzucę od siebie trzy grosze, czasem nie.
3 ulubione utwory: Shazza Moja Miłość, Makumba, Tu nie będzie rewolucji
Podobno Shazza nie była zachwycona piosenką Big Cyca. Ciekawe dlaczego ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Mamy na tym albumu zarówno typowy dla Big Cyca humor (wspomniana wcześniej Shazza Moja Miłość), ska-popową (bo jak to inaczej) Makumbę, potworki pokroju "Na zadupiu", śmieszkowe "Będę śpiewał tylko ja" czy krindżowe "Kręcimy pornola", a także bardzo mocne "Wspaniałe miasto Amsterdam". Dla każdego coś miłego, ale czuć coraz bardziej odchodzenie od pierwotnego klimatu zespołu. Na szczęście to jeszcze nie "Facet to świnia".
Album zasługuje na mocne 3 gwiazdki - czyli w mojej skali "Może być".