Siedzę sobie wczoraj po pracy ze znajomymi w barze. Słyszę, że chłopaki obok gadają o motocyklach: „ten ziomek to fajną ma tą Yamahę”. Chciałam się dołączyć, jednak w ostatnim momencie ugryzłam się w język, bo po pierwsze, mam talent to wykolejania rozmów, po drugie, nie o taką Yamahę im chodziło xD
Tomki i Tosie, przedstawiam Wam elektryczne wiolonczele Yamaha SVC 110 i SVC 210 .
Elektryczne wiolonczele brzmią trochę jak oksymoron, ale czego to człowiek nie wymyśli. Na rynku pojawia się coraz więcej dostępnych opcji zarówno mocno budżetowych (EUR300-500, chociaż ich ustawianie może kosztować więcej niż sam instrument), jak i całą gamę amatorskich i profesjonalnych pudeł (EUR2-5k+). Bez porównania do klasycznych akustycznych. Brak dużego pudła rezonansowego sprawia, że po elektryczną wiolonczelę może sięgnąć osoba z poirytowanymi sąsiadami (tak, miałam kiedyś wizytę od gościa z dołu), dużo podróżująca, potrzebująca nagłośnienia instrumentu na scenie lub po prostu chcąca wyciągnąć coś z innego z instrumentu.
Wracając do meritum. Wspomniane dwa modele Yamahy są bardzo cenionymi na rynku i w dość rozsądnej cenie. Do pewnego stopnia naśladują dźwięk akustycznych instrumentów poprzez nieco rozbudowany korpus – środkową część, który pełni rolę pudła rezonansowego. Posiadają autorski piezoelektryczny przetwornik i możliwość dostosowania pogłosu do pomieszczenia. W zasadzie nie wymagają większej ingerencji, żeby po prostu brzmieć dobrze (kto bawił się z nagłaśnianiem akustycznej, wie, co to za kawałek chleba). SVC 110 ma kształt przypominający akustyczną, więc wymaga też takowego systemu przenoszenia, natomiast wystające elementy SVC 210 są składane, dzięki czemu można ją bezpiecznie przewozić w samolotowych schowkach nad głowami.
Na razie niestety jeszcze nie posiadam, ale po cichu myślę o kupnie za jakiś rok. SVC 210 kusi, bo jej przenośność jest bardzo dużym atutem (wspominałam, że dla akustycznej wiolonczeli trzeba wykupić dodatkowe miejsce w samolocie?), ale krągłości SVC 110 jakoś mi bardziej estetycznie pasują.
@wiatraczeg oczywiście, że można się bawić. Trochę zaczynam grzebać w temacie, bo jeszcze przez ten najbliższy rok będę działać wyłącznie z akustyczną. Mam już mikrofon, ale muszę jeszcze zaopatrzyć się w preampa/EQ, żeby to jakoś brzmiało. Później będziemy kombinować z efektami.
Poza tym, chcę w końcu kupić instrument na własność, a dobre akustyczne są cholernie drogie. Ta, na której gram teraz jest wyceniona na €4000, nowa €8k, a to tylko lepszy instrument studencki. A do gry z zespołem będzie jak znalazł.
@memorystor Yamaha zaczynała od świetnych instrumentów, potem był sprzęt audio a motocykle wyszły jakby przypadkowo Fakt, czego ta firma się nie dotknęła to efekty w postaci sprzętu były zawsze świetne. Ja mam trochę gratów tej marki, poza dwoma jeżdżącymi jest też coś co karmi mnie dźwiękiem. Takiej elektrycznej wiolonczeli nie słyszałem, ale jak już kupisz, możesz coś zarejestrować i nam zaprezentować