#terrypratchett

5
286

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

"— Czy mogą wyrzucić bibliotekarza?

Magowie byli wstrząśnięci propozycją.

— Nie, panie — odparł Myślak. — To byłoby morderstwo.

— Tak, ale mają ocalić świat. Ginie jeden małpolud, przeżywa jeden świat. Nie trzeba być chyba magiem rakietowym, żeby to sobie przeliczyć. Prawda?

— Nie możemy od nich żądać, żeby podjęli taką decyzję.

— Doprawdy? Ja takie decyzje podejmuję codziennie — oświadczył Vetinari. — Zresztą, co tam... Czego im brakuje?

  • Powietrza i mocy smoków.

— Jeśli porąbią orangutana na kawałki i nakarmią nim smoki, czy nie upieką w ten sposób dwóch pieczeni przy jednym ogniu?

Nagłe ochłodzenie atmosfery powiedziało Vetinariemu, że słuchacze znów za nim nie nadążają."


Srebrna Orda - Ostatni bohater - Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

"- Załatwię tę sprawę jak najszybciej - obiecał.

To było dobre określenie. Zmuszało ludzi do zastanowienia. Nie byli pewni, czy załatwi sprawę natychmiast, czy załatwi ją krót­ko. I nikt nie śmiał zapytać."


Straż! Straż! - Vetinari, Havelock - Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

"Jedną chwilę zajęła mu droga, na którą zwykłe światło straciłoby trzysta milionów lat - ale Śmierć podróżuje wewnątrz przestrzeni, gdzie Czas nie ma znaczenia. Światło wierzy, że przemieszcza się szybciej od wszystkiego, ale się myli. Nieważne, jak szybko pędzi, zawsze odkrywa, że ciemność dotarła na miejsce wcześniej i już na nie czeka."


Śmierć, Kosiarz - Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

"Ale ta burza nadeszła przez równiny nad Morzem Okrągłym i jej główną ambicją było zalanie ziemi jak największą ulewą. Burza tego typu sprawia wrażenie, że całe niebo zażyło silny środek moczopędny. Grzmoty i błyskawice zawisły gdzieś w tle, dając rodzaj podkładu muzycznego, ale to deszcz grał główną rolę gwiazdy w tym pokazie. Stepował po okolicy."


Równoumagicznienie, Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

"Babcia przygryzła wargę. Nie bardzo wiedziała, jak ma się zacho­wać w stosunku do dziecka. Dzieci uważała - przy tych rzadkich oka­zjach, kiedy w ogóle o nich myślała - za coś pośredniego między ludź­mi a zwierzętami. Znała się na niemowlakach: z jednego końca trze­ba lać mleko, a drugi utrzymywać w czystości. Dorośli są jeszcze łatwiej­si, bo sami się karmią i myją. Ale pomiędzy jednymi a drugimi istniał świat, którego nie próbowała nawet zrozumieć. O ile się orientowała, należy tylko pilnować, żeby nie złapali czegoś groźnego, i mieć nadzie­ję, że wszystko się dobrze skończy."


Weatherwax, Esmeralda 'Babcia' - Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

"Wszyscy znali bibliotekarza, tak samo dokładnie, acz niezbyt pre­cyzyjnie, jak zna się ściany, podłogi i wszelkie inne nieistotne, ale ko­nieczne dekoracje sceny życia. Jeśli w ogóle go pamiętali, to jak wzdy­cha delikatnie za plecami, jak siedzi pod biurkiem i naprawia książ­ki albo jak sunie na czworakach między regałami w poszukiwaniu ukrytych palaczy. Każdy mag dostatecznie nierozsądny, by zaryzyko­wać ukradkowego skręta, orientował się dopiero wtedy, gdy miękka skórzasta dłoń wyciągała mu się zza ramienia i odbierała zakazany obiekt. Bibliotekarz nigdy się nie gniewał; po prostu wyglądał na bar­dzo urażonego i zasmuconego tą sprawą, a potem zjadał papierosa."


Bibliotekarz -Czarodzicielstwo - Terry Pratchett

"- Tysiąc lat temu sądziliśmy, że świat jest misą. Pięćset lat temu myśleliśmy, że jest kulą. Dzisiaj wiemy, że jest płaski, okrągły i płynie przez kosmos na grzbiecie żółwia. (...) Nie zastanawia się pan, jaki kształt okaże się prawdziwy jutro?"


Vetinari, Havelock. Terry Pratchett, Prawda

Zaloguj się aby komentować

"Vimes znieruchomiał. Serce śpiewało mu z radości. Rozkoszował się tą chwilą. Chciałby zachować ją, włożyć ostrożnie między kartki grubej książki, żeby na starość wyjmować czasem i wspominać."


Vimes, Samuel - Zbrojni - Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

"Szacunek społeczeństwa, myślała Angua. Tak, to wyrażenie Marchewy. Właściwie to wyrażenie Vimesa, chociaż sir Samuel zwykle spluwał po wymówieniu tych słów. Ale Marchewa w nie wierzył. To on zasugerował Patrycjuszowi, by zatwardziałym przestępcom dać szansę pracy „dla dobra społeczeństwa” przy odnawianiu domów osób starszych. Wprowadziło to dodatkowy element grozy do zwykłych lęków starości, a wobec poziomu przestępczości w Ankh-Morpork spowodowało, że przynajmniej jednej staruszce w ciągu sześciu miesięcy tyle razy wytapetowano pokój, iż teraz mogła do niego wchodzić tylko bokiem."


Marchewa Żelaznywładsson, Angua von Überwald - Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

"– A jaki jest cel tego urządzenia?

– Uważam, że mogłoby zastąpić konia – oświadczył z dumą konstruktor.

Popatrzyli na rozbity mechanizm.

– Jedną z zalet koni, na jaką ludzie często zwracają uwagę – rzekł po chwili namysłu Patrycjusz – jest ta, że konie bardzo rzadko wybuchają. O ile wiem, właściwie nigdy, jeśli nie liczyć tego nieszczęśliwego zdarzenia podczas wielkich upałów kilka lat temu."


Vetinari, Havelock, Leonard z Quirmu

Zaloguj się aby komentować

"Vetinari nie dbał specjalnie o ochronę. Zwykł korzystać – to znaczy nadal korzystał – z ludzi, którzy próbowali jego potraw, ale była to dość powszechnie stosowana metoda. Owszem, Vetinari dodał do tego własny, szczególny manewr. Jako jego kosztujący – dobrze traktowani i opłacani – pracowali wyłącznie synowie głównego kucharza. Jednak poczucie bezpieczeństwa wynikało raczej z faktu, że był odrobinę bardziej użyteczny żywy niż martwy, i to z punktu widzenia wszystkich zainteresowanych. Wielkie i potężne gildie nie lubiły go, ale wolały mieć go u władzy, niż choćby myśleć o kimś z konkurencyjnej gildii zasiadającym w Gabinecie Podłużnym. Poza tym Vetinari gwarantował stabilność. Była to zimna, kliniczna odmiana stabilności, ale jego geniusz odkrył, że właśnie stabilności ludzie pragną najbardziej."


Na glinianych nogach - Vetinari, Havelock, Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

Krótka recenzja jeszcze krótszej książki.


Jako wieloletni fan twórczości Mistrza Pratchetta postanowiłem napisać recenzję książki, która pojawia się jako książka w innej jeszcze książce. Na celownik wziąłem więc "Pannę Felicity Beedle i jej ŚWIAT KUPEK".


Czy to żart? Otóż, nie tym razem. Jak wspomniałem, jest to książka, którą komendant Samuel Vimes lubił czytać swojemu synkowi, Młodemu Samowi, przed snem. Niejednokrotnie sam tytuł pojawiał się w serii o Straży Miejskiej, żeby w pewnym momencie zmaterializować się w postaci papierowej w naszym ponurym świecie.


O czym jest ta książka? No cóż, jak sam tytuł wskazuje, jest to książka o charakterze nieco... fekalnym. Cała historia opisana na niebagatela 117(!) stronach i okraszona wspaniałymi rysunkami Petera Dennisa opowiada o przygodach Geoffreya - młodego miłośnika odchodów i stolców maści wszelakiej. Na kolejnych kartach opowieści zostajemy wciągnięci w zaskakująco nieliniową fabułę! Oczywiście, cała akcja oscyluje wokół gunwa, ale dzięki smakowitym opisom znanym z poprzednich książek Mistrza otrzymujemy potężną dawkę informacji i wiedzy!


W pewnym momencie na scenie pojawia się postać, która swoją pozycję w Świecie Dysku zdobyła dzięki odpowiednim zarządzaniu ludzkimi fekaliami. Mowa oczywiście o Brudnym Harrym, zwanym potocznie Królem.


Bez zbędnego spojlowania - historia jest barwna, a wręcz chciałoby się rzec - brudna, a miejscami nawet zabawna.


Polecam każdemu miłośnikowi twórczości Terrego Pratchetta.

81d8502a-c8e9-47f0-84e0-caba91c241e2

Zaloguj się aby komentować

["o szyfrowaniu wiadomości wysyłanych sekarami]

  • Panie... - Leonard niemal jęczał. - Naprawdę nie mogę ci zagwarantować, że ktoś dostatecznie sprytny nie zdoła odczytać twoich wiadomości...

  • Dobrze.

  • Ależ panie, będą wiedzieli, co myślisz!

Vetinari poklepał go po ramieniu.

  • Nie, Leonardzie. Będą tylko wiedzieli, co napisałem."

Vetinari, Havelock, Leonard z Quirmu

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

"Rincewind pomyślał, że spotkanie z niemal każdym z klientów ""Rozbitego Bębna"" oznaczałoby, że Dwukwiat nigdy już nie wróci do domu. Chyba że mieszkał w dole rzeki i akurat przepłynąłby obok."

Kolor Magii, Terry Pratchett

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować