Z okazji 11 listopada i puszczeniu sobie "nie pytaj o Polskę" przypomniała mi się inna Republica.
Płytę przesłuchałem kiedyś całą, ale z tego co pamiętam tylko ten singiel był godny uwagi.
Może znajdzie się ktoś kto zmieni moje zdanie.
@Krzysztof_M Słucham tego łomotu od 30 lat, oprócz zrytej bani mam też ubytki na słuchu Nie wiem skąd ta fascynacja, to się czuje, że to jest to czego chce się słuchać.
@n3sk jadę sobie metrem z pracy, hajs się zgadza, czytam sobie co tam na giełdzie, a tu nagle jakaś prostytutka mnie całuje w usta, gonię ją żeby się dowiedzieć jakie choroby roznosi, a ona ucieka do swojego alfonsa, pewnie żeby hajs ze mnie wyciągnąć.
https://youtu.be/ev4EwwJuPQA?si=uXmjXl7u_sJOwJOi dobre do wyczilowania pod blancika, właśnie spaliłem, wcześniej zjadłem schabowego olbrzyma, zaraz jeszcze sobie wezmę jogurcik jakiś, k⁎⁎wa za⁎⁎⁎⁎ście
Na spokojną niedzielę do dalszego układania LEGO Museum pod igłą zakręcimy
Entheogenic – A Singularity Encoded
to album, który łączy psychill, ambient i organiczne brzmienia w jedną spójną, płynną podróż. Zamiast efektownych momentów, stawia na powolne otwieranie przestrzeni i stopniowe zanurzanie w delikatny, hipnotyczny rytm.
To muzyka do skupienia, relaksu i wejścia w siebie. Nie po to, by podbić energię, tylko żeby uspokoić i wyciszyć.
Pisałem kiedyś, że ten nowy Tron: Ares fabularnie nieskończenie lepszy od Tron: Legacy i z oprawą dowieźli, ale co do muzyki, to jednak muszę przyznać, że nie ma startu do dzieła Daft Punk. O ile w samym filmie jako tako działała, bo takie elektroniczne rytmy to nadal dość wyróżniająca się rzecz w kinematografii i na tym nagłośnieniu w IMAX potrafiła dotrzeć tam, gdzie powinna, to już w oderwaniu od wizualiów, jest kompletnie do zapomnienia.
Gdy na koniec trailera wszedł ten taki (nie wiem jak to nazwać) mid-tempo drum&bass, to robiło to wrażenie. Finalnie wyszło na to, że praktycznie cały soundtrack jest oparty na tym, przecież w żadnym stopniu nie odkrywczym, patencie. I nie ma tu nic więcej. A muzyki z Tron: Legacy do tej pory ciągle słucham, to połączenie orkiestry z syntetycznym przesterem do tej pory urywa głowę i sprawdza się świetnie podczas jazdy motorkiem.
@Shagwest fabularnie może i miał potencjał ale na szczęście fatalne dialogi i katastrofalny Leto skutecznie zniszczyły odbiór tego w gruncie rzeczy bardzo ładnego audiowizualnie filmu
A że tak fajnie układa się LEGO przy Goa to dalej pod igłą kręcimy
VA - Boyd in the void
„Boyd in the Void” (Flying Rhino Records, 1996) to moment, w którym goa zaczęło schodzić do ciemniejszych, głębszych korytarzy. Mniej melodii, więcej hipnozy. Puls, który nie puszcza. Klimat późnej nocy, kiedy muzyka nie ma już prowadzić — ma pochłaniać.
Kultowa kompilacja dla tych, którzy lubią goa trance bardziej w ciele niż w głowie.
„Yellow” od T.I.P. Records to kompilacja z 1994, która pachnie początkiem sceny goa trance. Surowe brzmienie, kosmiczne prowadzenia i vibe pionierów, którzy nie bali się eksperymentować. Jeśli ktoś chce poczuć, skąd to wszystko się zaczęło, to właśnie tutaj.