Zainspirowany wpisem naszej szanowej owcy moderatorskiej, ale nie jest to przemyślenie z dzisiaj, tylko już od jakiegoś czasu.


Pamiętam dobrze obu dziadków. Jeden to był taki ok dziadek. Całkiem sympatyczny, potrafił się bawić z nami, zabierał na działkę jak przyjeżdzaliśmy do niego. Calkiem go lubilem. Nie szalalem, ale to bylo takie mocne 6.5/10.


Drugiego dziadka nie lubiłem. Choć zdarzało się spędzać nawet całe wakacje u niego, to zawsze było że jedziemy do babci. Byl z tych malo rozmowych, co siadal w fotelu, czytał gazetę, palił papierosy i najbardziej chciał, by mu nie przeszkadzano. To byly zawsze wyjazdy do babci, która była najwspanialsza. Zmarł jak miałem 14 lat i w sumie 25 lat o nim prawie nie myślałem.


Teraz sam jestem rodzicem, moje dzieci mają swoich dziadków. I coraz bardziej widzę, jak nie doceniałem tego człowieka. Jasne, nie ma co oczekiwać że dziecko będzie oceniało jak dorosły. Ale ów dziadek, mimo iż miał wnuków ponad 10 i mieszkał prawie 100km od nas był obecny w naszym życiu. jak były wakacje często przyjeżdżał i się nami opierkował. Wtedy pamiętałem jedynie nasze walki o pilota do telewizora gdy on chciał Teleexpress, a my Yatamana na Polonia1, ale teraz pamiętam czas jaki z nami spędzał. Nawet jeśli było to tylko wejscie do tramwaju numer 10 i przejechanie Wrocławia ze wschodu na zachód i z powrotem. Potrafił wyjechać ze mną na tydzień i mnie pilnować - ba, potrafil nawet przestać wówczas palić. Nie powiem, że był super dziadkiem do zabaw, ale na 100% był dużą pomocą dla moich rodziców.


#dziendziadka

Ragnarokk userbar

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować