Komentarze (1)
@Rimfire nie żabka ale raz w sumie dawno temu coś takiego spotkałem. Lato, ciepło jak c⁎⁎j, a ja się wybrałem rowerem z jakąś żałośnie małą butelką wody, która dość szybko się opróżniła, no bo stwierdziłem, że tak fajnie się jedzie, że pojadę dalej, niż planowałem. No to zajeżdżam do lokalnego sklepiko-minimarketu na totalnym zadupiu pośrodku niczego, wiesz- taka "wieś" co to ma 5 chałup na krzyż ciągnących się przez 3 kilometry wzdłuż jedynej drogi. Wchodzę do środka, jeszcze goręcej jak na zewnątrz, a tam lineup jak z jakichś chłopaków z baraków- 2 żuli którym się zachciało skreślać totka (nie, nie chybił-trafił) bo wtedy akurat była duża kumulacja, a za nimi jeszcze była jakaś lambadziara która nie mogła się zdecydować jaką chce bułkę, jakby tam ten wybór cokolwiek zmieniał w smaku. I tak sobie stoimy. I stoimy. I stoimy. I nie uwierzysz- stoimy- bo szanowna kasjerka nie ogarniała w multitasking i to że nie musi pilnować typa który ciężko myśli jakie cyferki na kartce skreślić patrząc mu na ręce, podobnie jak się modlić do kręcącego się hotdoga. Więc stoję i słucham tego całego natchnionego pierdolenia z j⁎⁎⁎ną butelką wody w ręce. Na nic się zdało proszenie, że ja tylko jedną jedyną butelkę wody mam, nawet odliczone pieniądze, to mnie zdąży 10 razy obsłużyć bo po prostu kasę przeliczy teraz i fajrant, niż reszta się doczeka na swoje totolotko-bułki. Nie, mam stać w kolejce jak posłuszny petent. Już widzę, że będzie zabawnie. Po 15 minutach byłem już tak zgrzany i wkurwiony, że po prostu powiedziałem na głos, że to pi⁎⁎⁎⁎lę, jebnąłem tą butelką o ladę i wyszedłem, bo stwierdziłem, że wszystko ma swoje granice, a śmierć z odwodnienia mi nie groziła.
Zaloguj się aby komentować
