Z takich moich życiowych sukcesów to w wieku od 12 do 16 lat byłem małym werblistą w orkiestrze górniczej.
Miałem mundurek i czako z czerwonym pióropuszem..
I tłukłem w werbelek w rytm takich utworów jak "Szła dzieweczka do laseczka", "Long street", "Rota", "Warszawianka", "Pierwsza brygada".
Tyle fajnych instrumentów tam było.
Był grubas co na tubie grał.
Chuderlak co bęben wielki przed sobą nosił.
A najłatwiej to miał chyba koleś co talerzami tłukł.