Wielka afera w polskim banku, narkotyki i kryptowaluty. "Mamy do czynienia z absurdalną sytuacją"
hejto.pl— Biegli potwierdzili, że pieniądze były prane metodą dzielenia i mieszania — przekonuje oskarżyciel w jednej z najbardziej nietypowych spraw polskiego wymiaru sprawiedliwości. Chodzi o ogromne kwoty mające pochodzić z przemytu kokainy, które miały być przepuszczane przez niewielki bank w Skierniewicach. W piątek w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa.
To jedna z najciekawszych spraw w historii polskiej prokuratury. Śledczy z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu już w 2018 r. zabezpieczyli na kontach Banku Spółdzielczego w Skierniewicach 1,4 mld zł. Postępowanie było prowadzone w kierunku handlu narkotykami i prania brudnych pieniędzy.
Według prokuratury grupa przestępcza kierowana przez Shaloma Liora Azulaia przemycała nawet 100 kilogramów kokainy miesięcznie, ukrywając ją w generatorach prądu. Wartość procederu w sumie miała przekraczać 3 mld zł.
Śledczy uważają, że pieniądze z handlu miały być "czyszczone" przy pomocy kryptowalut i sieci pośredniczących spółek, którymi zarządzał Ivan M. L. Obaj oskarżeni twierdzą, że są niewinni.
Kolejna rozprawa w tej sprawie odbyła się w piątek 27 marca. Przed sądem zeznawał Marcin Domański, jeden z biegłych z zakresu rynku kryptowalut.
Biegli zbadali, czy w Polsce doszło do gigantycznego procederu prania pieniędzy. Sprawę rozstrzygnie sąd
Wniosek o przesłuchanie biegłego skierował do sądu jeden z obrońców oskarżonego — Shaloma Liora Azulaia — adw. Ryszard Kalisz. To właśnie zespół pod kierownictwem Marcina Domańskiego przygotował ekspertyzę, która na etapie śledztwa została dostarczona do akt sprawy.
— Naszym zadaniem była odpowiedź na pytania prokuratury z 2022 r. oraz CBŚP. Cała opinia dotyczyła przede wszystkim działalności spółek: Crypto sp. z o.o. i Neso sp. z o.o. [obie należały do oskarżonego Ivana M. L. — red.] w zakresie przelewów środków pieniężnych na ich rachunkach bankowych. Podtrzymuję tezy zawarte w tej opinii — wyjaśnił Domański.
Według prokuratury wydana opinia jest jednoznacznym dowodem na to, że oskarżony Ivan M. L. — prezes giełdy Crypto Capital oraz jego wspólnik Oz Yosef — dyrektor wykonawczy tej samej giełdy — opracowali mechanizm, który przy wykorzystaniu giełdy kryptowalut brał udział w szerokim procederze prania pieniędzy.
Przypomnijmy, że panamska spółka Crypto Capital była operatorem płatności giełdy Bitfinex. Zaś Bitfinex to giełda wymiany kryptowalut, która już raz została ukarana przez organy regulacyjne w Stanach Zjednoczonych i odcięta przez amerykańskie banki.
— W trakcie prac nad opinią otrzymaliśmy akta sprawy, a także szeroką dokumentację źródłową dotyczącą historii rachunków bankowych tych podmiotów. W aktach sprawy nie odnaleźliśmy umów, które regulowałyby współpracę podmiotów. Informacja o tym znalazła się też w opinii — zaznaczył biegły.
Dodał, że dokumenty, które znalazły się w aktach sprawy, miały charakter fragmentaryczny, co negatywnie wpłynęło na pracę biegłych.
Wielka afera w polskim banku, narkotyki i kryptowaluty. "Trzeba zastanowić się, czy to nie jest element rozgrywki taktycznej"
W dalszej części do biegłego pojawiły się pytania ze strony obrońców oskarżonych.
Chcieli oni ustalić m.in. czy standardową praktyką w dziedzinie działalności giełd kryptowalut jest zawarcie umowy poprzez akceptację regulaminu przy rejestracji konta. Biegły Domański odpowiedział, że nie jest właściwą osobą do udzielenia odpowiedzi, gdyż akurat tą częścią pracy zajmował się inny biegłych z zespołu — prof. Witold Srokosz.
— Prosimy jednak biegłego o udzielenie odpowiedzi na nasze pytania, a nie zasłanianie się niewiedzą. Należy wskazać, że to właśnie przesłuchiwany biegły podpisał się pod wydaną opinią jako koordynator pracy całego zespołu — mówił adw. Grosicki, który reprezentuje Azulaia.
— Walor dowodowy dzisiejszego przesłuchania nie może opierać się na selektywnym wyborze odpowiedzi biegłego — popierał go pełnomocnik Ivana M. L., adw. Zapatka.
O uchylenie tych pytań wnosił z kolei prokurator Marcin Kucharski. W pewnym momencie atmosfera zrobiła się nerwowa i sąd przywołał obrońców do porządku.
— "Koordynator grupy" nie oznacza, że biegły jest omnibusem — oświadczyła przewodnicząca.
Jeden z obrońców zripostował:
— Jeśli biegły nie ma wiedzy na temat stawianych mu pytań, niech powie to wprost — domagał się adw. Grosicki.
Na to z kolei zareagował prokurator, twierdząc, że prawnicy dopuszczają się "rozgrywki taktycznej".
— Wysoki sądzie, mamy do czynienia z jakąś absurdalną sytuacją. To obrona wnioskowała o przesłuchanie tego konkretnego biegłego, a teraz próbuje przesłuchać go na okoliczności związane z wiedzą innej osoby. Należy zastanowić się, czy to nie jest jakiś element rozgrywki taktycznej. Okazuje się, że wniosek o przesłuchanie biegłego był wadliwy. Wnoszę o modyfikację wniosku lub o jego cofnięcie — powiedział prok. Kucharski.
Po tym sędzia ogłosiła kilkunastominutową przerwę, by przeanalizować wniosek obrony, która domagała się kontynuowania dzisiejszego przesłuchanie. Przewodnicząca uznała jednak, że prowadzenie dalszych czynności jest bezprzedmiotowe, ponieważ do uzyskania pełnych odpowiedzi na pytania obrony konieczne jest wezwanie całego zespołu biegłych, a nie jedynie jego przedstawiciela. Biegli zostaną przesłuchani 7 października.
Przed tym terminem odbędą się kolejne rozprawy, podczas których w specjalnych warunkach zostaną przesłuchani anonimowi świadkowie.
Polski bank został wykorzystany do prania brudnych pieniędzy? "To absurd"
Co dokładnie znalazło się w opinii zespołu ekspertów?
— Biegli potwierdzili, że stosowany mechanizm był wykorzystywany do prania pieniędzy metodą dzielenia i mieszania. Te mechanizmy umożliwiły przepuszczanie pieniędzy pochodzących z obrotu narkotykami, między innymi przez giełdy krypto — wyjaśnia Onetowi prokurator Marcin Kucharski, który oskarżył dwóch cudzoziemców o pranie pieniędzy w naszym kraju.
Śledczy są zdania, że mechanizm przestępczy angażował też fikcyjne spółki.
— Pieniądze były wypłacane przez podstawione podmioty i osoby do systemów bankowych, działających w różnych krajach. Środki były transferowane pomiędzy firmami, po czym były wpłacane na rachunek otwarty w Polsce. Tu firma oskarżanego Ivana M. L. posługiwała się spółką Crypto sp. z o.o., założoną w Michałowicach, o kapitale zakładowym 5 tys. zł — słyszymy.
Niebagatelną rolę w całym procesie miał brać także mały bank w centralnej Polsce.
— Spółka z kolei miała rachunek w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach, przez który przepływały miliardy dolarów. Następnie te środki zostały wprowadzane na giełdę kryptowalutą, a po jakimś czasie zostały wypłacane i trafiały do rzeczywistych beneficjentów. Ten proceder prania pieniędzy trwał co najmniej dwa lata — dodaje prok. Kucharski.
Całkowicie odmienne wnioski z opinii biegłych wyciąga obrona oskarżonych.
— W naszej ocenie opinia absolutnie nie potwierdza tego, żeby w ramach przepływu środków i współpracy pomiędzy spółkami dochodziło do prania brudnych pieniędzy. Po pierwsze, mamy do czynienia ze strukturą, gdzie wskazana giełda kryptowalut — Bitfinex — ma siedzibę na Wyspach Dziewiczych. Spółka, z którą współpracuje, ma siedzibę w Panamie — zauważa adw. Mateusz Grosicki.
— Te spółki decydują się na współpracę i wskazywanie swoim klientom rachunku bankowego w Polsce. Pamiętajmy, że w naszym kraju obowiązują jedne z najbardziej restrykcyjnych zasad przepływu i kontroli pieniędzy w Europie. Przecież, gdyby nasi klienci chcieli uprawiać ten proceder, to wybraliby do tego inny kraj. To oczywiste — dodaje.
Wątpliwości prawników budzą także inne zarzuty:
— Biegli w swojej opinii nakładają obowiązki na analizowane podmioty z przepisów, które w dacie zarzutów nie obowiązywały. Chodzi o piątą dyrektywę AML, którą Komisja Europejska wydała w 30 maja 2018 r. Ona została zaimplementowana w Polsce w lipcu 2018 r., a więc w końcówce czasu, w którym nasz klient ma postawione zarzuty. I z tego czyni się zarzut, że cała ta struktura jest strukturą przestępczą. To absurd — wytyka prawnik.
To nie wszystko. Obrońcy podnoszą także kolejną, ich zdaniem, nieścisłość:
— W przypadku środków, które były zgromadzone na kontach Banku Spółdzielczego w Skierniewicach, w żaden sposób ani prokuratura, ani biegli nie wskazali ostatniej cechy prania brudnych pieniędzy. Ta ostatnia cecha to integracja przepranych pieniędzy w jakiekolwiek aktywa na terenie Polski lub za granicą. Tego typu integracja tych środków nigdy nie nastąpiła, choć zdaniem prokuratury proceder miał trwać ponad dwa lata. W naszej ocenie opinia biegłych jest wewnętrznie sprzeczna i niespójna — przekonuje adw. Grosicki.
Źródło: Oent
#polska #pieniadze #kryptowaluty #narkotyki
