Dyskusja użytkownika Wyrocznia
Tymczasem dzisiaj mija ważna rocznica.
- Otóż 16 kwietnia 2016 roku ulicami Białegostoku przeszedł marsz z okazji 82. rocznicy założenia ONR. I nawet jak na skalę ONR, ten był jednak wyjątkowy. Chłopcy zjechali się z całej Polski autokarami, spinali dupki w karnych szeregach, machali chorągiewkami, śpiewali. Potem weszli do kościoła, gdzie dwóch księży pełniło rolę mistrzów tej ceremonii nienawiści. Jeden z nich był kapelanem białostockiej policji, co samo w sobie jest chyba znamienne. Drugi był 27-letnim radykałem, o którym dopiero mieliśmy usłyszeć. Nazywał się Jacek Międlar.
- Międlar wymiotował na swoje oenerowe owieczki nienawiścią. Mówił o "żydowskim motłochu", który chce ich zjeść, przeżuć i wypluć. I choć przecież władzę w Polsce dopiero co przejęła najbardziej prawicowa ekipa od lat, Międlar twierdził, że Polskę ogarnął nowotwór złośliwy, który trzeba leczyć "chemioterapią bezkompromisowego narodowo-katolickiego radykalizmu". Zielone flagi bujały się w nawie głównej białostockiej katedry.
- Potem chłopcy wyszli, znowu spięli dupki, uformowali szeregi i ruszyli przez miasto. W pewnym momencie ktoś zaintonował "a na drzewach zamiast liści, będą wisieć syjoniści". Tłum natychmiast podchwycił. Antysemicki rzyg wyrwał się z kilkuset młodych piersi i niósł się po ulicach dawnego żydowskiego Białegostoku, po ulicach późniejszego getta.
- Normalnie - to powinien być koniec historii. Zidiociali radykałowie się spotkali, jak na mój ateistyczny gust to sprofanowali kościół, nawoływali do nienawiści na tle rasowo-narodowym, rzecz została nagrana, sprawców zidentyfikowano, postawiono zarzuty, wymierzono kary.
Tak byłoby normalnie. Ale rzecz działa się w Polsce czasów Rewolucji Wstawania z Kolan. Więc oczywiście było inaczej.
- Najpierw zawiadomienie do prokuratury złożyło stowarzyszenie "Otwarta Rzeczpospolita" oraz posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. Po kilku miesiącach białostocka prokuratura (już uziobrowiona), po prostu je umorzyła, bo - cóż za zbieg okoliczności - akurat te fragmenty nagrań, na których krzyczano o syjonistach, w sposób cudowny zniknęły. No po prostu ich nie było. "Żydowski motłoch" Międlara zinterpretowano jako odwoływanie się do Biblii, bo czemu nie.
- Tematem zajął się Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Ich przeprawy z ziobrowską prokuraturą, która robiła co mogła, by faszystów z ONR nie skazać, doskonale pokazują jakim cywilizacyjnym szambem jest ten reżim. Najpierw zaginęły policyjne nagrania. OMZRiK dostarczył nagrania stacji TVN, która też uchwyciła ten sam moment. Prokuratura Warszawa-Żoliborz zaczęła postępowanie, przesłuchała jedną (tak, JEDNĄ) osobę i je umorzyła. Ośrodek złożył zażalenie do sądu w Białymstoku, który nakazał Warszawie zacząć raz jeszcze. Tym razem zaczęli, ale, hehe, kolejny przypadek, mimo ośmiu (tak, OŚMIU) próśb, prokuratorzy z Białegostoku nie wydali tym z Warszawy akt, więc sprawę umorzono ponownie. Tym razem informację o tym specjalnie wysłano na stary adres Ośrodka, przez co Ośrodek dowiedział się o tym przypadkiem, gdy minął już termin na złożenie zażalenia. Prokurator, który nie wydał akt, zaczął w czasach realnego ziobryzmu szybko awansować, podobnie zresztą jak ten, który umorzył pierwsze śledztwo.
- Sąd w Białymstoku znowu przyznał Ośrodkowi rację i dał im termin na złożenie zażalenia. Więc złożyli. Więc po raz trzeci odmówiono wszczęcia postępowania. W związku z tym Rafał Gaweł z Ośrodka wniósł subsydiarny akt oskarżenia, czyli sam wystąpił jako oskarżyciel.
- Dopiero wtedy się udało. Proces ruszył w kwietniu 2021. Polska rządzona przez prawych i sprawiedliwych potrzebowała aż pięciu lat i zawzięcia kilku prywatnych osób, by w ogóle postawić przed sądem faszystów, wzywających w biały dzień do wieszania na drzewach. Takie mamy teraz standardy.
- Proces był oczywiście absurdalny. Oenerowcy nagle cierpieli na zbiorową amnezję i nie rozpoznawali się na nagraniach. Same nagrania w sposób cudowny zostały uszkodzone i tylko szybka reakcja sądu, który skierował je do laboratorium kryminalistycznego, w ogóle je uratowała. Gdy w czerwcu 2021 zapadł wyrok pierwszej instancji, obie strony się odwołały. Prokuratura, zamiast żądać wyższej kary, co jest dokładnie tym, co powinna robić, chciała faszystów... uniewinnić.
- Ostateczny wyrok, nieco złagodzony, zapadł dopiero w listopadzie 2022 roku. Sześć i pół roku po fakcie. Sześć i pół roku ziobrowa prokuratura po prostu faszystów chroniła. Sześć i pół roku czarno na białym było widać, po co Partii przejęta prokuratura i czemu tak ich bolą nieprzejęte jeszcze sądy. Gdyby nie upór niezależnych sędziów i zawziętość Ośrodka - nikt nie zostałby ukarany.
- Miejcie to w pamięci, gdy następnym razem Wasz kolega symetrysta będzie coś rozmydlał, że "nie wolno mówić o faszyzmie, bez przesady, nie podgrzewajmy temperatury konfliktu". Powiedzcie mu wtedy, że jasne, spoko, zatem niech może Polska przestanie w majestacie państwa rozpinać parasol nad takimi ludźmi jak Międlar czy Bąkiewicz. Może niech zostanie przywrócona jakaś elementarna moralność, gdzie ludzi wzywających do rasowych mordów się stawia przed sądem i skazuje, a nie ochrania lub - przypadek Bąkiewicza - obsypuje milionowymi dotacjami na zakup sprzętu bojówkarskiego.
Partia chroni faszystów, bo Partii faszyści są na rękę, bowiem Partia jest gotowa na sojusz nawet z faszystami, jeśli to miałoby pomóc jej utrzymać się u władzy. Fakt, nie opinia.
#wiadomoscipolska #putinowskapolska #polityka #bekazpisu #jebacpis
(tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)
