To nie moje auto. Po prostu zauważyłem je po drodze, kiedy wracałem dziś z pracy i jakoś mi się tak sama ta historyjka do tego widoku ułożyła. A dzień miałem, dziękuję, całkiem udany.
***
Codziennie od rana melodia ta sama
Jeszcze nie całkiem się obudziłeś,
a już kawę w kuchni rozlać zdążyłeś,
i kiedy poszedłeś się później wysiurać
w łazience zastała cię pęknięta rura.
Lecz nie masz czasu – zakręcasz zawór,
ciuchy zakładasz, wybiegasz na dwór
i chociaż wcale nie masz ochoty,
to musisz pędzić znów do roboty
jakoś zarobić tę marną pensję
choć znowu mieć będą pretensje
bo znowu zdarzy ci się spóźnienie –
bo w aucie pękło ci ogumienie.
Nie miałeś czasu by założyć zapas –
na autobus musiałeś człapać,
a biletomat znowu nie działał!
I miałeś pecha! – trafiłeś kanara,
który na żaden nie kupił się bajer
więc dziś – per saldo – pracujesz za frajer.
W robocie znowu to samo to wczoraj –
robota, wiadomo: człowieka zmora
więc nie ma się nad nią co tu rozwodzić,
tak że: piętnasta! Czas już wychodzić!
I humor nagle jakby masz lepszy
i myślisz sobie – „Wszystko to pieprzyć!”,
i nawet spaceru ci się zachciewa
i wtedy się właśnie zaczyna ulewa.
Wracasz do domu więc mocno zmęczony,
w podłym humorze i przemoczony,
lecz odpoczynek ci nie przeznaczony
bo zabrać się musisz za zmianę opony,
a nie dość, że już to bardzo cię wkurza
to jeszcze patrzysz – w aucie kałuża!
Bo kiedy wszystko i tak jest nie tak,
to jeszcze zepsuł ci się szyberach.
***
#wolnewiersze
#zafirewallem
