Tak nawiasem, to byłem się dzisiaj przejechać na rowerku te kilkadziesiąt kilometrów i już chwilę wcześniej byłem podminowany, bo dziad zaparkował na dosłownie całej ścieżce rowerowej. Tak, że nie wyminiesz, bo z jednej strony rów, z drugiej płot. ŁASKAWIE wyjechał na drogę i zatamował ruch i jeszcze mi macha z pretensją, że mam jechać (bo on był w aucie rzecz jasna cały czas). No ty dziadu, myślałem że cofasz na ten plac co jest za toba, a nie że mi łaskę robisz i jak cezar dajesz miejsce. Miałem robić inbę, zazwyczaj robię, potrafię bić po mordzie, ale mam chore kolano, nie ryzykuję, jadę dalej przeklinając pod nosem.
Kilka kilometrów dalej to samo, a nawet jeszcze gorzej. Stanął w poprzek jakiś ciul, no po prostu nie da się przejechać xD Tak idealnie wypełnił całość, że choćbym chciał, to nie przejadę, bo barierki, a obok ruchliwa droga i musiałbym pod prąd się wbić na chwilę. Nawet pieszo niespecjalnie jak.
Ale wychodzi z auta ktoś i mnie przeprasza, wręcz klęka i coś mówi niezrozumiale.
A to jakiś Pan, Rumun z Rumunii, zabrał rodzinę naprawdę starym lumpem do Polski na wycieczkę. Pokazuje mi, że mu się auto zepsuło i naprawdę nie ma co zrobić. Niewiele zrozumiałem, bo chłop nie umiał nic, ale córeczka coś tam coś tam z pomocą telefonu mi dukała.
Napisałem w google translatorze na telefonie - "zaczekajcie tu pół godziny i będzie pomoc, ja jadę". Poczekali. Dryndnąłem do sąsiada mechanika. On nie weźmie za lawetę jak za złoto, a i naprawi na miejscu jak da radę. No i z tego co wiem, to naprawił na miejscu, wziął całą stówkę i ruszyli dalej. A ta stówka to charytatywnie, bo 15km samego dojazdu xd
Niech sobie jadą. Rozładowali mi emocje po poprzednim zjebie, którego chciałem nastukać. A no i zapłata nie do końca, bo somsiad jeszcze chce żebym na grilla wpadł. No jebaniec wyczekał, migałem się tyle, ale no zrobił przysługę, bo nie musiał
#gownowpis