,,Synu pomóż''
Cały czas słyszę to w głowie. Psycha mi siada od tego.
Mama zachorowała na kzm. Straszna choroba, nie życzę nikomu. Całe szczęście nie jest najgorzej, ale na razie nie chodzi i ma problem z pamięcią krótkotrwałą.
Ale by nie było za dobrze złapał ogromną depresję.
W tym miejscu c#uj w d#pę dla umieralni powiatowej imienia doktora mengele. Przy pierwszym ataku przyjęli na oddział, potrzymali pięć dni, zbili gorączkę do 37 i wypuścili. Po czterech dniach drugi atak, tym razem nawet nie przyjęli, bo nie mieli miejsca.
Pojechaliśmy do miasta wojewódzkiego po tym jak nie chcieli przyjąć. Tam na drugi dzień diagnoza -kzm.
Raz jeszcze kotwica w plecy umieralni.
Po najgorszym okresie przenieśli mamę na rehabilitację. Pozytywnie mnie to zaskoczyło.
Tylko ta cholerna depresja... Cały czas przy mnie i przy ojcu płacze by ją zabrać do domu. Co ciekawe bratu oszczędza tych żali.
Rozrywa mi to serce, ale widzę, że rehabilitacja daje efekty. Z kłody zmieniła się w osobę, która mówi, sama je czy siada. Jeżeli teraz przerwie to na następną dostanie się za kilka miesięcy.
Ale ten płacz za domem...
Wczoraj dorwała się do telefonu i zaczęła po rodzinie dzwonić, że umiera, całą rodzinę na nogi postawiła...
Btw, na sali jest z jakąś kobietą z patologicznej rodziny, chłop drze mordę jakby kupił dwa haroldy w cenie trzech...
J#bać kleszcze
#blog
