Skoro już poruszony został temat rogali, przypominam, że zbliża się rogalowe święto - dzień św. Marcina, 11 listopada.
Mam taką małą świecką tradycję od kilku lat, aby na ten dzień piec rogale marcińskie. Pytacie po co - skoro można "certyfikowane" kupić w sklepach. Po pierwsze dla przyjemności, dzień 11 listopada jest wolny i zazwyczaj nie ma nic ciekawego tego dnia do roboty, jest zimno na dworze i wszystko pozamykane. Po drugie z certyfikowanymi rogalami związany jest pewien przekręt, jeśil chodzi o recepturę, zatem certyfikowany rogal zawiera margarynę zamiast masła, aromat migdałowy zamiast migdałów itp... Więc jeśli chcecie zjeść naprawdę dobre rogale, warto zrobić je sobie samemu
Za przygotowania zabieram się odpowiednio wcześniej, bo dobrze już mieć jest kupione wcześniej wszystkie składniki - jest ich sporo, a niektóre - biały mak - jest ciężko dostępny w zwykłych sklepach i zamawiam przez internet. Korzystam z podanego niżej przepisu. Ponieważ całość jest bardzo pracochłonna, masę robię dzień wcześniej (nic się jej nie stanie jak dzień postoi, można wynieść do chłodniejszego pomieszczenia, garażu itp. ewentualnie wstawić do lodówki), a drugiego dnia robię tylko ciasto, zawijanie i pieczenie rogali.
Troszeczkę uprościłam pod siebie ten przepis, bo zamiast blanszowania i mielenia migdałów, kupuję gotowe zmielone. Wałkowanie ciasta z masłem najlepiej robić w zimnym miejscu, wtedy elegancko się wałkuje, masło się nie rozpuszcza i ciasto się nie klei. Można pominąć wtedy etap wałkowania - wstawiania do lodówki - wałkowania, można od razu na zimno wszystko rozwałkować. W tym roku będę to robić w garażu, a wcześniej wynosiłam sobie stół na dwór na taras.
https://malacukierenka.pl/najlepsze-rogale-marcinskie.html
Franc

@GazelkaFarelka Detale robią róznicę. Może spróbujemy w tym roku ogarnąć samemu.

Zaloguj się aby komentować