@sireplama Jak upada spółka, to zawsze ktoś traci. Czy bank, czy inna spółka, czy indywidualny inwestor - a na koniec i tak zapłaci albo kowalski, albo skarb Państwa, czyli... kowalski.
Co ciekawe, część z upadających spółek umiałaby się podnieść, bo za nimi stoi np. dobry model biznesowy, ale przepisowe terminy płatności, rat, czy odsetek odliczają czas inaczej, niż te wskaźniki, które dałyby szansę na "powstanie/odbudowę".
Czasami pewnie brakuje doinwestowania kilku milionów, żeby spółka zrealizowała inwestycję i wygenerowała zysk. A brak tego doinwestowania skazuje ją upadłość i straty czasami kilkadziesiąt razy większe, niż te zyski, ale to chyba syndrom "rozlanego mleka".