Rozpocząłem kolejny temat w gruzie - podsufitkę.
Od samego początku szmata ewidentnie wybrała bycie wiszącymi ogrodami Semiramidy, aż na kanapie ledwo dało się siedzieć.
Zerwałem szmatę, to poszło gładko, choć miejscami już nawet się rwała. Gąbka zeszła przy użyciu odkurzacza i tylko po brzegach, pewnie z powodu mniejszego utleniania, musiałem lekko zeskrobać ją szczotką. Podczas wciągania gąbki wpadłem na pomysł - skoro tak ładnie zbiera się rurą odkurzacza, to walnę napis "hejto". Błąd. W jednym miejscu nie było gąbki, trochę mocniej przeszorowałem i ukazał się materiał bazowy podsufitki.
Te przepite herbatą fajfokloki stosowali na górę podsufitki karton, a od spodu... filc. Teraz już wiem dlaczego z tyłu podsufitka opadła. Nie miała czego się trzymać jak w rejonie szyberdachu, a filc złapał wilgoć i stał się zbyt ciężki, żeby karton go utrzymał.
Na dodatek mam jedno przełamanie poprzeczne w najsłabszym miejscu, a wzdłuż też ładnie chce się złożyć.
W ten sposób wymiana materiału zamieniła się w następujący plan:
-
wysuszyć,
-
nadać podsufitce odpowiedni kształt i usztywnić za pomocą żywicy epoksydowej z włóknem szkalnym jeśli trzeba,
-
nakleić nowy materiał.
Praca na kilka godzin zamieniła się w pracę na jakieś dwa tygodnie. Tylko nie mam przestrzeni żeby kłaść żywicę
Na szczęście # zonaBijeAleWolnoBiega mnie nie dotyczy
#macmajster #diy #zrobtosam #prestizowygruz2 #wystrojwnetrz








