Zapaść rosyjskiego sektora kosmicznego ma związek nie tylko z postępującym od lat odstawaniem technologicznym, niedoinwestowaniem, niechęcią, a co za tym idzie brakiem współpracy Roskosmosu z prywatnymi firmami oraz ucieczką specjalistów na Zachód. Bardzo przyczyniła się do tego wojna rozpętana przez Putina, która zabrała sektorowi pieniądze na rozwój.
– Roskosmos początkowo planował na 2025 r. co najmniej 20 startów. Jednak trzy z nich musiały zostać przełożone – mówi gazecie ekspert Witalij Jegorow.
I wylicza: pod koniec listopada 2025 r. na platformie startowej Bajkonur w Kazachstanie (Rosjanie wciąż ją dzierżawią za ogromne pieniądze – ok. 100 mln dol. rocznie – red.) doszło do wypadku, który zakłócił start statku kosmicznego Progress MS-33. Następnie rakieta Proton-M z satelitą meteorologicznym, która już znajdowała się na platformie startowej, musiała zostać zdemontowana i wysłana do naprawy. Ostatecznie testowy start nowej, obiecującej rakiety średniego zasięgu Sojuz-5, planowany na koniec grudnia, również musiał zostać przełożony na marzec 2026 r.
Wszystkie trzy awarie miały różne przyczyny, co „generalnie nie świadczy dobrze o stanie rosyjskiego przemysłu kosmicznego” – pisze Jegorow: „Awaria platformy startowej była wynikiem błędu w obliczeniach startowych na kosmodromie Bajkonur. Problem z górnym stopniem leży po stronie firmy RSC Energia. Przełożenie testów w locie to kolejny problem na kosmodromie, za który odpowiada rosyjska spółka JSC TsENKI, wchodząca w skład Roskosmosu”.
Zaledwie ćwierć wieku temu Rosja zajmowała czołową pozycję w zakresie startów orbitalnych: w 2000 r. Roskosmos przeprowadzał ponad 30 startów rocznie, w porównaniu z 28 w USA, 12 w Europie i 5 w Chinach. Od tego czasu Stany Zjednoczone zwiększyły liczbę startów 5,2-krotnie, a Chiny prawie 14-krotnie.
Mając nadzieję na powrót do grona czołowych potęg kosmicznych, Kreml zatwierdził w 2025 r. narodowy projekt eksploracji kosmosu o wartości 4,4 bln rubli (200 mln zł). W programie zapisano wystrzelenie na orbitę prawie 900 satelitów w ramach projektu Rassvet (analogicznego do Starlink), a także ponad 100 kolejnych satelitów do obserwacji Ziemi. Do 2030 r. liczba startów kosmicznych w Rosji ma wzrosnąć do 68 rocznie, a w ciągu 12 lat ma przewyższyć rekord Związku Radzieckiego, który wynosił ponad 100 rocznie.
Ekspert ds. kosmosu Iwan Timofiejew podkreśla, że „w izolacji technologicznej, pomimo ambitnych oczekiwań, Rosja jest skazana na pozostawanie w tyle za liderami w dziedzinie kosmosu”. Sankcje odcięły Rosję od wielu zachodnich części. Poleganie na Chinach, które Kreml uważa za strategicznego partnera, w eksploracji kosmosu jest również daremne. Timofiejew uważa, że „Chiny nie chcą współpracować; wszystko robią same. A Rosja nie ma im nic do zaoferowania”.
Rok 2026 zapowiada się dla branży ciekawie. Do pierwszego odpalenia narodowej rakiety kosmicznej przygotowuje się Kanada. Europa planuje debiutanckie loty rakiety Ariane 64 firmy Arianespace, pojazdu Prime firmy Orbex i demonstratora Themis należącej do ESA. Nowe rakiety wystrzelą Chiny, Elon Musk i inni prywatni inwestorzy też nie odpuszczą wyścigu.
Jednak spośród wszystkich premier zaplanowanych na ten rok jedna z pewnością zapisze się w podręcznikach historii: to amerykańska misja Artemis II. Będzie to pierwsza od 1972 r. próba wysłania ludzi poza ziemską orbitę. Kolejna misja księżycowa NASA zabierze czterech astronautów na około 10-dniowy lot wokół Księżyca. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, lot przygotuje grunt pod załogowe lądowanie już w 2028 r.