Wbijąc się w trend po⁎⁎⁎⁎nych młodzieńczych prac mam takie cos.
Rok 2006 wakacje. Z kumplem po prostu poszliśmy do dużej firmy blisko domu i weszliśmy prezesowi do gabinetu z prostym tektem 'chcemy pracowac' i dostalismy pracę za zawrotne 5pln/h bez umowy
Pierwsza misja była nudna i polegała na usuwaniu chwastów łopatą w miejscu gdzie ludzka stopa nie stanęła od 20 lat to nie będę sie rozpisywał. Dalej było ciekawiej
Firma robiła dachówki i miała taki jebutny piec przez który dachówka przejeżdżała by sie wypalić na wózkach. Wózek ma cztery koła, które trzeba smarować i to było nasze zadanie. Pompować smar w koła wózków pod piecem bo tylko tam był do nich dostęep i to tyklko w ograniczonym zakresie bo tak ze 120 stopni oborotu i napompane koła oznaczaliśmy sobie IXem. Jednak nie to było problemantyczne, ale sam fakt pracy po piecem gdzie wypala się dachówki. Wziąłem kiedys ze sobą termometr z domu, który miał skale do 70 stopni i się skończył. Warun był taki, że jak się pluło na ścianę kanału w którym pracowaliś,my to było tylko złychać PSSSSST i woda odparowała. Siedzieliśmy tam 4 tygodnie po 8h dziennie i za zarobione 300 złotych kupiłem komiksy. Niczego nie żałuję, a firma padła 10 lat później
#opowiescizdupy