Przypomniał mi się wczorajszy artykuł wrzucony przez @bojowonastawionaowca o tym, że w Chinach ogłoszenie o pracę dla pasterza stało się aż tak popularne.
https://www.hejto.pl/wpis/ogloszenie-o-prace-poszukujace-pasterza-owiec-hitem-chinskiego-internetu-ponad-7
Ja właściwie kiedyś zdecydowałem się na coś podobnego. Po studiach w Polsce dostałem pracę jako inżynier w dużej, znanej korpo firmie. Taki klasyk: litry kawy codziennie i stres zaczynający się już w sobotę po południu, że zaraz znowu poniedziałek i powrót do pracy.
Mój kierownik wypijał sporo kawy dziennie i był tak zestresowany, że kiedy dzwonił telefon, aż trzęsły mu się ręce. Miałem wrażenie, że mnie też zaczyna dopadać coś podobnego przez nadmiar obowiązków, ciśnienie na wyniki, nieoczekiwane bezpłatne nadgodziny i ciągły brak czasu.
W końcu powiedziałem dość. Miałem kontakt do ziomka, który zatrudniał ludzi na farmach gdzieś na norweskiej dziczy, więc rzuciłem wszystko i wyjechałem.
Pamiętam, że po pierwszym dniu pracy przy krowach zatrzymałem się w drodze powrotnej przy szumiącej górskiej rzece między dwoma górkami i po prostu głęboko odetchnąłem. Praca była brudna i śmierdząca, ale byłem naprawdę szczęśliwy, robiąc coś tak spokojnego i bezstresowego wśród górskich krajobrazów.
Co prawda pracowałem tam tylko kilka miesięcy, zanim znalazłem coś innego, ale i tak była to ogromna ulga po stresie życia w Polsce.
Dobrze że byłem wtedy młody i głupi bo teraz bym się na coś takiego chyba nie zdecydował
#norwegia #gownowpis #praca

