#prawo #b2b Programowałem pewne rzeczy dla współpracujących w ramach spółki typków.
Rozwiązali współpracę, bo jeden z drugim nie chciał dzielić się zyskiem (i to jakimkolwiek zyskiem, samemu inwestując sporo).
Teraz dostaje wezwania do udostępnienia jakichś danych. Znaczy, ja dostaje wezwanie ale wzywany jest ten drugi typek. Ja jestem wspomniany tylko w jakimś dziwnym kontekście "odpowiedzialności za zaistniałą sytuację" (że ja ich skłóciłem czy co?) bez konkretów. Listu z wezwaniem druga strona nawet nie dostała. (???)
Po przeanalizowaniu tematu ze starym znajomym Google i nowym znajomym AI wyszło, że powinienem formalnie odpowiedzieć coś w stylu "not my problem", bez żadnych konkretów. Odciąć się od sprawy.
Wydaje mi się to rozsądne: nie mam żadnych danych, żadnego serwera. List nie jest do mnie. Na dodatek "na wszelki wypadek" (bo pierwszy typek to nie jest godzien zaufania, powiedzmy, z mordy) została sporządzona ugoda, że uchylamy się od roszczeń w dwie strony jak i należności. A sporządzona była dlatego, że jednak nie zapłacił mi za ostatnie usługi, co ja nie chcąc jakichkolwiek sporów z tym człowiekiem chciałem rozwiązać.
Umowa była ustna, warto dodać. (nie mylić z ugodą, ta została spisana na papierze i jest zarchiwizowana)
Czy ktoś ma jakieś doświadczenie z takimi dziwnymi sprawami?
Mogę zrobić coś lepszego niż napisanie takiej generalnej odpowiedzi?
inb4 Tak, mogę iść do prawnika. Rozważam tą opcję również. Ale liczę na doświadczonych życiem gejurów. A nuż czegoś się ciekawego dowiem?