
W nocy z piątku na sobotę wojsko Rosji zaatakowało 10 z 24 obwodów Ukrainy, w tym odeski (na południu kraju), sumski (na północnym wschodzie) i chersoński (na południowym wschodzie). Rosja wykorzystała ponad 260 dronów uderzeniowych, a także drony typu Banderol.
Drony trafiły w magazyn, co doprowadziło do detonacji. Jej siła spowodowała poważne zniszczenia w okolicy - iszkodzone zostały budynki mieszkalne oraz placówka opiekuńcza dla osób starszych i osób z niepełnosprawnościami.
Według najnowszych danych w wyniku ataku zginęło 27 osób, a dziesiątki zostały ranne. Wśród ofiar jest Taras Didycz, stojący na czele lokalnych władz gminy Dmytriwka. Jak przekazał Zełenski, zginął ratując ludzi. Z zagrożonego terenu ewakuowano już ponad 370 osób, a akcja nadal trwa.
Zełenski poinformował, że otrzymał raporty od premiera Serhija Koreckiego i ministra spraw wewnętrznych Iwana Wyhowskiego. Podkreślił, że osoby, których decyzje doprowadziły do tragedii, muszą ponieść odpowiedzialność. Policja i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzą śledztwo, a w sprawie możliwego niedopełnienia obowiązków służbowych wszczęto postępowanie karne. Ukraiński prezydent przypomniał, że przepisy zabraniają przechowywania amunicji w pobliżu domów i innych terenów zamieszkanych. Zapowiedział, że po tragedii zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski.
#wiadomosciswiat #ukraina #rosja #wojna