Pogoda dopisała, więc planowany od dwóch tygodni trip motocyklowy się udał.
425km zrobione - pętelka po Tatrach Słowackich, jezioro Szczyrbskie, potem Pieniny, przełęcz Knurowska i beskid wyspowy. Mnóstwo fajnych winkli w towarzystwie bardzo ogarniętego ziomka, który dopiero swój drugi sezon zaczyna, a spokojnie dotrzymywał mi tempa (niezbyt szalonego, ale jednak) na małym royal enfieldzie 450.
Zresztą, w okolicach ochotnicy dolnej/górnej bez problemu objechalismy typków na sportowych 600 w pełnych kombinezonach skórzanych z głośnymi wydechami, co tylko potwierdza, że motocykl możesz mieć szybki, ale jak nie umiesz jeździć w zakretach, to nic to nie da. Nie powiem, kisłem w duchu jak typki prężyli się, jak mogli, a wyprzedził ich jednocylindrowy pyrtek.
A, no i zdjęć jak zwykle zapomniałem zrobić, tylko jak debil oczami patrzyłem na tę przyrodę piękną, więc wpis ubogi w foty xD wrzucam za to zdjęcie Google maps z samej trasy, może kogoś zainspiruje - bardzo dobra traska to bowiem była.
#motocykle




