Po długiej, zimnej i śnieżnej zimie, po chłodnej wiośnie, przyszedł w końcu ten dzień, ciepły, majowy i słoneczny. Właśnie zakwitły rzepaki i głogi; przez całą zimę tęskniłem do ich dusznego zapachu. Przez otwarte okno mieszkania usłyszałem szum i narastający dźwięk, charakterystyczne, coraz głośniejsze, zawodzące „uuuuuu”.
Rójka pszczół!
Pytanie tylko, czy właśnie uciekają z mojej pasieki, czy wręcz przeciwnie. Wybiegłem na zewnątrz.
Rój szedł z fasonem. Kołująca w powietrzu, rozedrgana, szara chmura, złożona z tysięcy punktów, z których każdy zataczał własne kręgi i po swojemu bzyczał, brzęczał i wibrował. Jeden jęk! Podczas rójki pszczoły nie są agresywne, praktycznie nie ma ryzyka użądlenia. Można stać w samym środku, a pojedyncze sztuki siadają człowiekowi na głowie, rękach, twarzy, pochodzą chwilę i podrywają się w powietrze. Największa grupa siadła na jednym z pustych uli, po czym pomalutku, stopniowo, grzecznie weszła do środka...Radość, pomyślność, dobry znak! Ucieszyłem się, z wdzięcznością myśląc o zaoszczędzonej pracy. Kiedy w przeszłości trafiała mi się taka zdobycz, zwykle musiałem używając drabiny zdjąć ją z drzewa, potem przetrzymać w chłodnej piwnicy co najmniej przez dobę, a w tym czasie przygotować nowe mieszkanie. W następnym kroku osadzałem rój w ulu, zawsze trochę roboty mnie to kosztowało, czasem trzeba było zakasać rękawy i na szybko nowy ul zbudować od podstaw.
Jakież jednak było moje zdumienie, gdy w odstępie może dwóch godzin przyleciał kolejny rój, jeszcze obfitszy, powtarzając ten sam manewr krążenia, opadania i zasiedlania kolejnego pustego lokum. W mojej ponad 30-letniej przygodzie z pszczołami nie miałem jeszcze takiego przypadku, aby tego samego dnia, w krótkim odstępie czasu, przybyły do mnie dwie rodziny, a każda z nich samodzielnie osiedliła się.
Kiedy kilka dni później zdarzenie powtórzyło się po raz trzeci, pokiwałem tylko w zadumie głową.
Oho, pomyślałem. Somsiad nie będzie szczęśliwy....
W tej chwili wszystkie trzy rodziny dochodzą do siły, jednej z nich postanowiłem zmienić matkę. Załamanie pogody, chłody w połowie maja, "zimni ogrodnicy" i "zimna Zośka" dały się we znaki, ograniczając wiosenne pożytki. Czereśnie, wiśnie czy śliwy w większości straciły kwiat po przymrozkach. Rzepak został wykorzystany częściowo, mniszka było mało i słabo nektarował z powodu braku opadów. Warunki pogodowe sprawiły, że w pewnym momencie chętniej oblatywana była kwitnąca jabłoń niż rzepak. W wyniku ogromnej i niespotykanej o tej porze suszy, w całej okolicy zakwitła tylko jedna jedyna akacja. Zaczyna się kwitnięcie maliny, jest trochę gorczycy, facelia, gryka, chaber. Przekwita już stulistna róża, bardzo chętnie odwiedzana przez owady, ale ciągle jeszcze spotyka się białą koniczynę, podlaną w ostatnich dniach przez deszcz. Przygotowujemy się do lipy, ale nie wiążę z nią wielkich nadziei. I tak to jakoś idzie.
Po pierwszym miodobraniu mam na sprzedaż trochę rzepakowego miodu, gdyby ktoś chciał kupić. Słoik 1,3 kg = 40 zł + przesyłka, najchętniej paczkomatem.
#pszczoly #pszczelarstwo #miod #beestory #zainteresowania #hobby #pasieka


