Pierwszy raz posunąłem się do żenady w postaci wyjścia z pociągu i wykrzyknięcia na pół peronu solidnego "k⁎⁎wa". Niemiło zaskakują mnie pociągi coraz częściej, choć korzystam z nich rzadziej. Musiałem zrezygnować całkowicie z podróży, ale dzięki opóźnieniu na ponad godzinę, to przynajmniej od ręki dostałem zwrot pieniędzy za bilety w BOKu na dworcu.
Niczym w szpitalu jak lekarz, który ma 3 minuty na pacjenta i żeby dowiedzieć się od niego cokolwiek należy dobijać się na siłę, tak i tutaj zachował się pan konduktor. W KD w przypadku problemów przez pociąg przechodzi ktoś z zespołu i pospiesznie tłumaczy sytuację. W IC teoretycznie istnieje ten interkom, ale wczoraj poszła plotka przez pasażerów. Pociąg przyjechał opóźniony, stał kolejne 30 minut i nagle ktoś wszedł mówiąc, że "pociąg ma awarię, ale można iść już do innego". Ktoś inny spytał "skąd ta informacja?" na co usłyszał "od konduktora". Chwila ciszy, ktoś wstaje i zaczyna pakować się, a za nim cała reszta, choć wzajemnie dopytywano się co się stało. Wagon opustoszał, by na zewnątrz wszyscy zaczepiali spieszącego się konduktora, który coś odburknął i szedł dalej. Wydarłem się. Będąc chamem jesteś traktowany poważniej. Pan podszedł, wytłumaczył że można pojechać do Poznania innym pociągiem, a nasz wystartuje znacznie później.
Nasza podróż wymagała 2 przesiadek, z czego druga była na ostatni pociąg tego dnia. Wróciliśmy do wagonu, dokonaliśmy decyzji, zrezygnowaliśmy z podróży. Trzy minuty później nasz pociąg odjechał niemal pusty. Tłum ludzi stał na innym peronie. Z portalu pasażera wynika, że odjechali 10 minut później zmieniając warunki swej podróży na dużo gorsze.
Tyle lat leci, chwalą się nowymi składami, remontami, rozbudową sieci kolejowej i napływem pasażerów, jednak wciąż problemem jest najbardziej podstawowa rzecz jak komunikacja z pasażerem...
#zalesie #pkp #gownowpis
