Pamiętam to jak dziś. Słońce za oknem i świadomość, że kilkaset kilometrów na wschód latają helikoptery i następuje desant na Ukraińskie miasta.
Bywałem kilkukrotnie w Ukrainie, w szczególności podobała mi się Odessa. Piękne miasto. Gdy czytasz informacje, że rakiety spadają na miasto, które dostarczyło Ci tyle radości to jest Ci zwyczajnie smutno.
Potem szybka akcja. Sprowadzenie rodziny żony z Ukrainy. Dramatyczne sceny na granicy. Dzieci śpiące na podłogach w świetlicach.
Jedną scene pamiętam najbardziej, jak matka idąca z czwórką dzieci przechodzi przez granice i momentalnie się rozkleja czunąc ulge. Ile kilometrów przeszła? Nie wiem. Jedno dziecko na ręce, trzy obok. Strażnik graniczny zabrał jej dziecko z rąk i pomógł.
Ludzie nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Auta zostawiali w panice w lasach w strone Polski, bo nie można było dojechać do granicy.
Mam nadzieje, że ta wojna się skończy szczęśliwie, a moja córka w końcu pozna swojego dziadka, który jest w Ukrainie.
Czekam na wiatr co rozgoni, ciemne skłębione zasłony.
#ukraina #wojna