Nikt mnie, przynajmniej póki co, za te moje gnioty jeszcze nie zaaresztował, więc trwam w swoim postanowieniu napisania w tym tygodniu jednego wiersza dziennie. No i jakoś tak się złożyło, że, zgodnie z nielegalnym tematem tej edycji, wiersz mi wyszedł o miłości. A wcale tego nie chciałem!


Całe szczęście, że jest przynajmniej miłość trudna, bolesna i napotykająca na niesamowicie innowacyjne literacko i inspirujące twórczo przeszkody w postaci sprzeciwu rodziny – o innej miłości właściwie nie byłoby w ogóle sensu pisać, bo i po co? Nie chcę jednak w tym miejscu odbierać czytelnikowi nadziei i nie chcę pisać, że była to miłość niespełniona, bo kto wie czy do jakiegoś spełnienia, przynajmniej jednostronnego, tam w tym kącie wspomnianego we wierszu kurnika nie doszło? W każdym razie nie wiem tego ja, wiedzą to chyba tylko w całą sytuację zaangażowani:


***


Recydywa


Maniek sztachetę z płotu wyrywa,

Heniek wydziera kostkę z chodnika:

sądy sądami, lecz sprawiedliwa

kara wyłącznie rękami rolnika

jest wymierzana. 


- - - - - - - - - - - Bo recydywa

tu zaszła, w kącie mojego kurnika.

Przy recydywie: kara dotkliwa,

z tej recydywy tak właśnie wynika.


Już pogonilśmy go pewnego dnia,

uciekał w spuszczonych do kostek spodniach,

upierdolonych w podwórka błocie.


Teraz już gnoja lepiej nauczę,

gdy z chłopakami na niego ruszę:

znów moją siostrę przeleciał Gosię!


***


#nasonety

#zafirewallem

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować