Nie wiem, czemu to jest tak niesprawiedliwe, że dni się kończą tak późno i wpis trzeba robić jakoś przed spankiem, zamiast elegancko rano, przy kawusi. Bez sensu, ale jest jak jest.
Dziś miałem służbowy obiad. Taki normalny obiad, tylko w restauracji i nie za moje pieniądze. Po tylu latach dużo ze mnie zostało wewnętrznego studenta: za darmowe jedzenie zawsze można mnie kupić.
Świat pożywienia jakoś ciągnął się za mną, więc - już po pracy - wyskoczyliśmy najpierw na smoothie, a potem - jako że jakość tej miejscówki od smufi obniżyła się w ostatnim czasie - na lody. Bo w końcu jest zima, musi być zimno.
#zimowewyzwania (8/14)
