Nie umiem dostrzec przyczyny, dla której społeczeństwo akceptuje, że rodzice mają automatyczne prawo wychowywania swoich dzieci w określonej religii i mogą je wycofać na przykład z lekcji biologii, gdzie naucza się ewolucji. Bylibyśmy jednak oburzeni, gdyby dzieci zabierano z lekcji historii sztuki, na których mogą się dowiedzieć o zaletach dzieł artystów, którzy nie podobają się rodzicom. Potulnie zgadzamy się, jeśli student powiada: „Z powodu moich przekonań religijnych nie mogę brać udziału w egzaminie w tym samym czasie co inni, tak więc, niezależnie od tego, jakie to sprawia kłopoty, będzie pan musiał wyznaczyć dla mnie specjalny egzamin". Nie jest oczywiste, dlaczego traktujemy takie żądanie z większym szacunkiem niż powiedzmy: „Z powodu meczu koszykówki (czy urodzin matki) nie mogę brać udziału w egzaminie w tym dniu". Takie uprzywilejowane traktowanie religijnych opinii sięga szczytu w czasach wojny. Wysoce inteligentny i uczciwy człowiek, który uzasadnia swój osobisty pacyfizm głęboko przemyślanymi argumentami filozoficznymi ma wielkie kłopoty z uzasadnieniem swego prawa do odmowy służby wojskowej. Gdyby tylko wyznawał religię, której święte księgi zakazują noszenia broni, w ogóle nie potrzebowałby innych argumentów. Ten sam niekwestionowany szacunek dla religii powoduje, że społeczeństwo wydeptuje ścieżki do drzwi swoich religijnych przywódców, kiedy tylko pojawia się problem taki jak klonowanie. Być może powinniśmy raczej słuchać tych, których słowa rzeczywiście stanowią podstawę do tego, by brać je pod rozwagę.
Rastablasta

Te, Doktorek, zwariowałeś? Kto to kierwa będzie czytał? Trzy linijki to już dużo, a tu żeś napitolił jak gupi...

Wiadomo

Dam plusa, choć nie chce mi sie tego czytać xd

Zaloguj się aby komentować