Napisałem, że dać znać jak było na filmie, więc piszę - nie nadaje się do oglądania polskich filmów. Serio, chyba jestem za głupi, żeby je oglądać. Co oglądałem? Ano "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej". Ktoś powie - "przecież to dobry film, tak o nim piszą" i się z nim zgodzę, to dobry film i nawet mi się podobał, nie żałuję pieniędzy wydanych na bilet i kawę. No to ktoś zapyta, "co w takim razie jest nie tak, że wysnuwam takie tezy względem siebie?", lub, przetłumaczę to na język tego filmu "o c⁎⁎j ci chodzi?". Już śpieszę z odpowiedzią - przez cały film, czułem się zagubiony i zmuszony do naprawdę dużego wysiłku intelektualnego, głównie ze względu na ilość niedokończonych, niedopowiedzianych, niejasnych, nieumiejętnie wprowadzanych wątków. Normalnie mnie ten film zmęczył, mimo że w pierwszych 20 minutach już znałem zakończenie, (tutaj był długi spojler, ale skasowałem go, gdy czytałem ten wpis przed publikacją) choć oprócz wielu scen z d⁎⁎y, były też takie mocno głębokie, za to brakowało jakiegoś sensownego środka, co dawało odczucie, że wpadła się do dołka i nie wiedziało, w którą stronę zmierzać.
Ktoś by powiedział - brawo, poznałeś uroki filmów w małych kinach studyjnych. Oglądałem trochę zagranicznych filmów tego typu i one mnie nie męczyły. W zasadzie to mógłbym porównać te zagraniczne filmy do "Nic śmiesznego". Tam wszystko było poukładane, podobało mi się, rozumiałem to. Czym zatem byłby ten film, żeby porównanie było zrozumiałe? Ano ten film byłby „Ajlawju”, kto widział to dzieło to wie, kto nie widział to polecam nadrobić.
A dziś wyszedłem na spontanie i tutaj muszę powiedzieć, a właściwie podkablować siebie jaką gafę strzeliłem, bo nie lubię się dopytywać ludzi, gdy nie do końca coś łapie i to się na mnie mści. Co się stało? Pani przy ladzie, sprzedając mi kawę i bilet, powiedziała, że kawka będzie przyniesiona do stolika. No to ok, wróciłem na salę kawiarni i czekałem kilkanaście minut na kawkę, ale że się nie pojawiał nikt, to poszedłem na salę, bo zaraz film miał się zacząć... i tak sala była z takimi małymi stolikami i tam stała moja kawka! Była to najlepsza Americana, jaką piłem, nie za duża, wystarczająco mocna, nie kwaśna, nieprzesadnie gorzka, nawet było czuć jakieś nutki smaku! I chyba na tym zakończę ten wpis, bo się rozpisałem.
Taguję #gownowpis, bo nie mam już wystarczająco kreatywności, by dobrać odpowiedni tag, wołam też @peposlav, bo wcześniej pisał, że podobno dobry film i miał rację.
P.S. Doklejam zdjęcie które miałem wstawić w pierwszym wpisie xD
