Muzyka to wehikuł czasu, co nie? W sensie, że coś Ci siada i katujesz to tygodniami, po czym zapominasz. Za rok (albo parę lat) trafiasz znów na ten jeden kawałek i momentalnie zaczynasz czuć ten sam zapach powietrza, wracasz do emocji które towarzyszyły Ci wtedy razem z tą muzyką. Déjà vu. Teraz tak mam z ostatnim albumem Końca Świata który wyszedł jakoś rok temu, ale ja nie o tym chciałem.
Już wiem, że ten kawałek będzie mi się kojarzył z mijającą jesienią (tytuł się zgrał z ostatnią pogodą). Z tym jak jeździłem w weekendy na grzyby, snując się o świcie po zamglonych wsiach, a potem po mokrym lesie. A Ja mało co znajdywałem, bo miejscówek na grzyby nie znam xD Ale chyba jeździłem żeby czuć ten oniryczny klimat, kiedy leci Crippled Black Phoenix, toczę się swoim gruzem po pustej drodze i mam wrażenie, że jestem sam na świecie, a słońce zapomniało, że czas już wstawać.
Come along, we'll ride together
Not far to go but it's too far to turn back
Voices are calling our names from the top of the hill
We'll raise a glass to appease them all
https://www.youtube.com/watch?v=_FW22tHUKgY
Drugi, może i nawet lepszy kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=oGC6444NMj8