Mundial 1974 – inna zimna wojna
21 listopada 1973 roku w Santiago na stadionie Nacional miał się odbyć eliminacyjny baraż pomiędzy Chile a Związkiem Radzieckim. Zamiast meczu, na boisku pod bezchmurnym niebem pojawili się tylko Chilijczycy. ZSRR odmówił przyjazdu. Dwa miesiące wcześniej generał Augusto Pinochet obalił demokratycznie wybranego prezydenta Salvadora Allende, a sam stadion zamieniono w obóz dla jeńców – przetrzymywano tu co najmniej dwanaście tysięcy osób, wielu torturowano, a aby zagłuszyć ich krzyki, puszczano głośno muzykę Beatlesów. Chilijska komisja praw człowieka potwierdziła czterdzieści jeden ofiar śmiertelnych w tym miejscu; prawdziwa liczba była prawdopodobnie kilkakrotnie wyższa.
FIFA wysłała komisję kontrolną. Jej raport, ocierający się o świadome zaślepienie, stwierdził: „Ludzie tam przebywający to nie więźniowie, lecz zatrzymani oczekujący na ustalenie tożsamości. Murawa na boisku jest w doskonałym stanie." ZSRR odmówił gry na „stadionie splamionym krwią chilijskich patriotów". W rezultacie Chilijczycy wyszli na boisko, podawali piłkę między sobą, kapitan Francisco Valdés strzelił gola do pustej bramki i przyznano im zwycięstwo 2:0. Dla mundialu było to moralne zhańbienie.
Trzy dni przed inauguracją turnieju, we frankfurckiej sali konferencyjnej, rozegrano pojedynek równie doniosły jak te na boiskach. João Havelange, szef brazylijskiej federacji CBD, wspierany przez szefa Adidasa Horsta Dasslera i uwikłany w podejrzane interesy firmy chemicznej Orwec, stanął do wyborów na prezesa FIFA przeciwko urzędującemu Stanleyowi Rousowi.
Rous – syn sklepikarza, który przeprowadził zmianę przepisów gry w 1938 roku i dostał tytuł szlachecki za organizację olimpiady londyńskiej – był jednak człowiekiem swoich czasów: paternalistycznym wobec krajów postkolonialnych. Havelange grał inaczej. Objeżdżał Afrykę i Azję z Pelém, obiecując rozszerzenie mundialu i wykluczenie RPA z powodu apartheidu. Wszystkim trzydziestu siedmiu delegatom afrykańskim zapłacił za loty i zakwaterowanie; jednemu wręczono dodatkowe 300 tysięcy franków szwajcarskich. Sekretarz generalny FIFA Helmut Käser widział, jak ludzie Havelangego rozdają koperty przed głosowaniem. W pierwszej turze Havelange wygrał 62:56, w drugiej – 68:52. FIFA i mundial nigdy już nie były takie same.
Gospodarz turnieju, mistrz Europy, RFN, był drużyną wybitną, lecz targały nią wewnętrzne napięcia. Piłkarze dowiedzieli się, że Włochy obiecały swoim zawodnikom równowartość 120 tysięcy marek niemieckich na głowę za wygranie turnieju. Niemiecka federacja w tym samym czasie nie proponowała nic. Negocjacje trwały całą noc przed turniejem – selekcjoner Helmut Schön wziął walizki i zagroził odejściem, a Frank Beckenbauer odbierał telefon od wiceprezesa federacji. Finalnie pod głosowanie poszła oferta 70 tysięcy, nad którą w głosowaniu zapadł remis, który rozstrzygnął Beckenbauer, rekomendując zaakceptowanie oferty.
Napięcia polityczne osiągnęły kulminację w meczu RFN–NRD, pierwszym oficjalnym spotkaniu obu państw. Minister sportu NRD Ewald najpierw domagał się uzasadnienia dlaczego losowanie nie zostało lepiej ustawione, po czym rozważał wycofanie drużyny, by uniknąć porażki przed kamerami całego świata. Zachodnioniemiecki koncern czekoladowy wyemitował reklamę z Uwe Seelerem, który mówił, że nie ma się czego bać, „bo mamy znacznie lepszych piłkarzy". Tuż przed meczem było jasne, że remis urządzał obie drużyny, choć liderem grupy pozostałoby RFN. W 77. minucie Jürgen Sparwasser wyminął zbyt powolnego Höttgesa i umieścił piłkę w bramce nad interweniującym Maierem. NRD wygrała 1:0. Dwa dni wcześniej Michael Kohl objął stanowisko pierwszego stałego przedstawiciela NRD w Bonn – jego pierwszym oficjalnym obowiązkiem był właśnie ten mecz.
Paradoksalnie, klęska obudziła Niemców Zachodnich. W meczu o wyjście z rundy drugiej z Polski nie chodziło już o dumę, lecz o awans do finału. Padało całymi dniami. Strażacy wypompowywali wodę z Waldstadion we Frankfurcie, co spowodowało opóźnienie rozpoczęcia meczu o czterdzieści pięć minut. Polska miała najszybszych skrzydłowych turnieju – Lato i Gadochę – lecz błoto ich ugasiło. Kapitan Deyna wygrał rzut monetą i wybrał piłkę, nie zdając sobie sprawy, że działania strażaków koncentrowały się prawie wyłącznie na jednej z połów boiska. Beckenbauer wybrał tę połowę, która była wciąż ekstremalnie mokra, by tam się bronić. Maier był znakomity, Tomaszewski obronił rzut karny Hoeneßa, ale finalnie Müller na czternaście minut przed końcem trafił do siatki. RFN awansowała.
Mobutu Sese Seko, dyktator Zairu, postrzegał piłkę nożną jako narzędzie konsolidacji władzy. Drużyna Zairu – pierwszy afrykański uczestnik mundialu z głębi kontynentu – przyleciała czarterowym Boeingiem 747, odebrały ją nowe mercedesy. Mobutu obiecał zawodnikom domy, samochody i po 20 tysięcy dolarów premii. Przegrali ze Szkocją 0:2, lecz premie nie dotarły – pieniądze po drodze ktoś zdefraudował a gracze zostali uwięzieni w hotelu bez gotówki. Przed meczem z Jugosławią doszło niemal do strajku. Przegrali 0:9. Przed decydującym meczem z Brazylią rządowi oficjele przekazali zawodnikom prosty komunikat: jeśli stracicie więcej niż trzy gole, nie zobaczycie swoich rodzin. Brazylia wiedziała, że trzy gole wystarczą do awansu. Przy stanie 3:0, gdy Brazylia wykonywała wolny, obrońca Mwepu Ilunga wybiegł z muru i wykopał piłkę w trybuny. „Ogarnęła mnie panika – chciałem zabić czas" – mówił Ilunga. Komentator BBC John Motson opisał to jako „chwilę afrykańskiej niewinności". Po powrocie do kraju Zair odwołał premie za awans i rozwiązał kontrakty zawodników.
Ajax zdobył trzy kolejne Puchary Europy, lecz budowa holenderskiej drużyny narodowej nie była prosta. Michels objął reprezentację zaledwie trzy miesiące przed turniejem, Cruyff wymusił powołanie bramkarza Jongbloeda – słabego przy strzałach, lecz świetnego nogami, zdolnego działać jako głęboki rozgrywający. Holendrzy grali wysokim pressingiem i błyskawiczną rotacją pozycji – totaalvoetbal, jak ochrzcili to architekturalni teoretycy w tym samym roku. Arrigo Sacchi mówił, że telewizor był za mały, żeby to pojąć. Pep Guardiola mówił o soborze, który Cruyff zbudował, a on tylko stara się utrzymać.
W turnieju Holandia była znakomita: 2:0 z Urugwajem, 4:1 z Bułgarią, 4:0 z Argentyną, 2:0 z NRD. W decydującym meczu o finał z Brazylią, pełnym brutalności i wielkich momentów, Cruyff podał do Neeskensa, a potem sam strzelił wolejem z powietrza. „To był moment, w którym mogłem wskazać i powiedzieć – oto Totaalvoetbal."
Dwa dni przed finałem „Bild" doniósł o nagiej imprezie holenderskich graczy w hotelowym basenie. Cruyff spędził następne godziny przy telefonie, przekonując żonę Danny, że nic się nie stało. Sam przyznał później, że przed finałem był „mentalnie wyczerpany".
Finał: sędzia Jack Taylor z Wolverhampton podyktował jedenastkę dla Holandii zanim Niemcy w ogóle dotknęli piłkę – Neeskens strzelił. Po 25 minutach Taylor gwizdnął jedenastkę dla RFN po przewróceniu się Hölzenbeina; Breitner trafił. Tuż przed przerwą Bonhof dośrodkował, zaś Müller z pierwszej piłki posłał futbolówkę przy słupku. Holandia nie wyrównała do końca. Holenderski komentator powiedział po gwizdku: „Zijn we er toch nog ingetuind" – Daliśmy się znowu nabrać. Natychmiast zaprzeczył, że miał na myśli rok 1940, gdy Niemcy zbombardowali Rotterdam, lecz wielu tak to odebrało.
Finalnie jednak wśród piłkarzy RFN panowała niewielka euforia. W drugiej fazie grupowej powrócił duch zespołowy, ale wciąż panowała powszechna nieufność do DFB. Kiedy okazało się, że żony nie zostały zaproszone na bankiet, większość piłkarzy opuściła imprezę.
Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte z tej strony.
#pilkanozna #mistrzostwaswiata #mundial
#owcacontent






