Dyskusja użytkownika npnptcn
Miewam chwile, że czuję się źle, że czuję się słabo, że nie mam ochoty robić nic. Nieraz są to długie momenty, trwające dniami, czy tygodniami.
Zawsze sobie wtedy patrzę na ojca. On naprawdę ma na co narzekać, bo ma swoje lata, a każdego dnia wstaje i to swoje robi. Stęka, pierdzi, narzeka, złorzeczy - niemal już non stop, ale nieustannie pcha ten wózek. Każdego jednego jebanego dnia. I jeszcze wytrzymuje z matką, która ma z nim wspólnego tyle, że opowiada o tym co zrobiła, choć gówno robi.
I tak leżę słaby, bo wykończony pracą, rower mnie rozdupcza na dystansach śmiesznych, ale no pół roku waliłem kloce z krwią od leków. Nie chce się. Ale myślę sobie o tacie, który wstał i zrobił, mając to samo, a jeszcze 30 lat więcej. Więc robie to samo, stękam, pierdzę, ale działam. I o dziwo z czasem przechodzi, bo nawet słabe kości można rozruszać.
Znam pojęcie odpoczynku rzecz jasna, ale to nawet innego rodzaju zmęczenie. Wiele o tym mówi fakt, że wieczorem czuję satysfakcję, że jednak ruszyłem d⁎⁎ę.
#gownowpis