Maszyn przybywa, przegubów sworzni i innych ruchomych połączeń również. Które to trzeba smarować.
Bo kto nie smaruje ten nie jedzie.
Zwykła smarownica ma swoje mankamenty potrzebne są trzy ręce, żeby to dobrze podopinać i nasmarować.
Więc pomyślałem trzeba coś kupić, takiego elektrycznego w tym przypadku na baterie makitowską 18V. Bo głównie tego typu elektronarzędzi używam.
Chińska smarownica, za cenę około 220 zł o ile dobrze pamiętam. Oryginalna Makita dużo więcej.
Po pierwszym użyciu działa dość fajnie. Chodź mamy tam w dalszym ciągu smarowanie z tłoczka. Co w sumie nie jest żadnym problemem. Tylko lubi się zapowietrzyć. Trzeba aplikując smar, uważać aby nie narobić bąbli powietrza. Bo potem zacznie się denerwowanie.
Sama smarownica przyszła w fajnej walizce czego się nie spodziewałem. Dodatkowo ma łopatkę do zgarniania smaru. Dekiel wspomagający napełnianie do którego przykręca się zasobnik na smar. Nie używałem go jeszcze ponieważ mam za małe wiaderko.
Do tego są chińskiej jakości klucze do skręcenia całości.
Końcówka łańcuszka do naciągania gdzie jest rączka, zaopatrzona jest w magnes, który powinien być trochę mocniejszy, Ale dzięki temu trzyma się tylnej pokrywy zasobnika i nie lata bezwładnie podczas pracy.
To ciekawe w walizce oryginalnie wycięte zostały otwory na wężyk którego, nie trzeba odkręcać wsadzając maszynkę do walizki.
Natomiast bateria musi być podczepiona bo inaczej jej nie zamkniemy.
Do tej pory wysmarowałem cały zasobnik. Z bananem na ryju. Bo fajnie i sprawnie to idzie.
#mechanika
#maszyny
#rolnictwo
#ogrodnictwo
#elektronarzedzia


