@Dudleus Informatyków też brakuje, a mniej się taki zmęczy klikaniem w kąkuter niż elektryk na budowie w kurzu i pyle ciągnący jakieś kable.
@qdco Całki, różniczki, wielomiany - to jest zbędne w pracy elektryka przemysłowego, o ile nie bawi się przy tym w typową inżynierską robotę z projektowaniem nowych urządzeń. A rzadko się bawi, to są jednak różne dziedziny. Ja jestem od naprawiania tego, co inżynier wykombinuje, z kolei inżynier nie wygłupia się w wymiany świetlówek albo spalonych styczników na zakładzie. Znaczy umie to zrobić, ale to marnowanie kwalifikacji na zajęcia, które mógłby wykonywać przeszkolony szympans.
Z ręką na sercu i drugą na kroczu klnę się, że musiałem sobie sprawdzić tego Kirchoffa na Wikipedii i naprawdę nie stosuję tego w praktyce. Grzebię w elektryce od lat, zdarzało mi się coś widowiskowo spalić albo zepsuć, ale Kirchoff nie miał z tym nic wspólnego, zwykła nieuwaga i głupota wystarczyły. Wiedza o działaniu urządzeń na prąd jest niezbędna, ale nie tyle pod kątem książkowej teorii, tylko tego co się stanie jak tu nacisnę albo tam przełączę. I taka na przykład znajomość teoretycznej budowy falownika, zasady działania sterowników PLC (bez wnikania jakie to konkretnie marki i modele) albo podstawowych zagadnień z regulatorów PID pozwala sprawniej i szybciej pracować z tymi elementami. Bez tej wiedzy człowiek wciska coś na pałę i liczy na łut szczęścia, co przeważnie kończy się uszkodzeniami sprzętu lub w najlepszym razie nie zadziała w ogóle.
Bardzo dużo pomaga znajomość ogólnych prawideł, rządzących elektroszpejem, bo faktycznie zapamiętywanie "o, pojawił się błąd nr 437 i mruga czerwona lampka, więc wcisnę niebieski guzik, bo miesiąc temu pomogło" to mocno ograniczona strategia. Z takimi też pracowałem, nie chcieli lub nie potrafili załapać, że jak maszyna wyświetla błąd czujnika, to trzeba sprawdzić ten konkretny czujnik i jego okolice, a nie resetować na chama PLC i liczyć, że się od tego naprawi.