Kenia GFOP Milima – herbata miedziana? Ta czarna herbata pochodzi górskiej części Kenii, stanowiącego epicentrum produkcji herbaty tego kraju. Do jej produkcji używa się pączków herbaty i pierwszych  liści, stąd skrót w nazwie**.** Wydaje się być blendem, zarówno co do pochodzenia jak i czasu zbioru, skoro nie chwalili się w opisie, że jest ze zbioru wiosennego jak i konkretnego ogrodu. Milima to nazwa nie rejonu upraw herbaty, jak Assam, czy Cejlon, ale bardziej marką wyższej jakości herbat z regionu Kericho.  Odbija się to dość przyjemnie na cenie, która na czajnikowy.pl nie jest wysoka za 50 g.


W wyglądzie suszu (fot. 1) widać widoczne złote włókienka złożone z tipsów, reszta brązowa. Zapach jest dość charakterystyczny dla czarnych herbat, nieco łagodniejszy. Po zaparzeniu Milima przybierała piękną miedzianą barwę. Jakbym miał takiego koloru włosy życie bym sobie na nowo ułożył. Przygotowywałem po dwa zaparzenia Milimy – w 95 stopniach na trzy minuty i drugie niemal wrzątkiem na minut pięć. Pierwsze miało w sobie z jednej strony wciąż smak czarnej herbaty – taką karmelowość, suszoność. Ale była odczuwalnie słodkawa. Mi to się kojarzyło z suszonymi morelami, niektórzy pisali o rodzynkach, śliwkach inni ku mojej konsternacji o cytrusach. Na pewno ta czarna herbata z Czarnego Lądu była lepsza od typowych czarnych, delikatniejsza i subtelniejsza. Drugie zaparzenie niewiele różniło się, choć było zauważalnie słabsze. Może wówczas pojawiała się owa cytrusowość? Po zaparzeniu (fot. 2) wygląd już-nie-szuszu stawał się bardziej jednolity, choć żółty przebijał się w brązowych liściach, które spowodowały, że Chińczycy nazywają ten typ herbat czerwonymi. Kenia GFOP Milima smakuje jak zachód Słońca.

#herbata

cf785406-1e37-4baa-962e-a0cd7a6fe242
bca98e39-06aa-4b33-a5de-bcc740ab17ab

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować