Komentarze (23)

@PanNiepoprawny Bezpiecznie, acz niepoprawnie będzie wziąć to w metalowym wiadrze gdzieś z dala od zabudowań, przekłuć czymś metalowym na długiej rączce i się spiesznie oddalić. Wożenie tego gdziekolwiek samochodem to proszenie się o kłopoty. Wywalenie do śmieci też.

Ilość tlenku litu nie będze dramatycznie duża i szybko rozcieńczy się w środowisku.

@PanNiepoprawny Największym zagrożeniem przy spalaniu baterii LiPO są związki fluoru, takie jak fluorowodór i pięciofluorek fosforu (fosfor też jest składnikiem takich baterii). Pięciofluorek ulega w miarę szybkiemu rozkładowi. Kwas fluorowodorowy (bo fluorowodór pod wpływem wilgoci zamienia się w tenże) szybko wejdzie w reakcję z otoczeniem. Ważne jest, byś Ty, ani inni ludzie nie byli tym otoczeniem. Po odpaleniu toksycznym jest wdychanie oparów (ze względu na te związki). Jednak w otwartej przestrzeni, ze względu na reaktywność, ich stężenie szybko spada. Czyli, na jakąś polankę, odpalić i oddalić się spiesznie.

@PanNiepoprawny Wożenie tego, bądź przechowywanie to też ryzyko. Powyżej widziałem sugestie PSZOKu - i to właściwie ma sens, ale raczej po to nie przyjadą. Jednocześnie, przewożenie samochodem grozi pożarem i za/podtruciem ze względu na zamkniętą przestrzeń. Trzymanie w domu podobnie.

Też bym się cykał na Twoim miejscu, ale analizuję możliwości.

Nie zawsze musi się zapalić po przedziurawieniu (szczególnie jeśli nie naładowana), może się powoli utleniać (co ogranicza prawdopodobieństwo zatrucia).

@PanNiepoprawny Ja kiedyś przedziurawiłem spuchnięte ogniwo, ale miałem luksus mieszkania na wsi i mogłem to zrobić z dala od ludzi. Nie zapaliła się, więc odłożyłem na dłużej, żeby się dobrze utleniło i później wyrzuciłem do kosza na zużyte baterie.

Ale nie doradzam konkretnego rozwiązania, bo to dyskusyjne jak się zachować.

Zaloguj się aby komentować