A tutaj punkt widzenia Michała Fiszera
Jaka wojna może nasz czekać? Trzy warianty
Najbardziej prawdopodobną i najbliższą możliwą kinetyczną konfrontacją z Rosją na terenie naszego kraju może być stan poważnych niepokojów na terenie całej Polski. Może to być spowodowane początkiem przygotowań Rosji do agresji zbrojnej, choć naszym zdaniem czeka to najpierw Państwa Bałtyckie. Taka walka będzie się charakteryzowała masowym użyciem pozawojennych działań kinetycznych.
Dojdzie więc do zmasowanych cyberataków, które będą paraliżowały funkcjonowanie państwowych instytucji czy infrastruktury. Staną na przykład systemy bankowe, przestaną działać bankomaty czy kasy fiskalne, platformy sprzedażowe, może dojść do zakłóceń kierowania ruchem kolejowym, paraliżu różnych urzędów, serii fałszywych alarmów służb państwowych, rozsyłania fałszywych alarmów RCB, itd. To wszystko co wywoła chaos. Kolejnym objawem będą fizyczne akty sabotażu i dywersji, które na zlecenie rosyjskiego wywiadu często będą wykonywali Ukraińcy. Tym łatwiej podejmą oni współpracę na szkodę kraju który ich gości, im bardziej będzie narastała w tym kraju niechęć do nich.
Nienawiść ma bowiem to do siebie, że wywołuje wzajemność, a tym samym uwrażliwi wielu Ukraińców na możliwy werbunek przez rosyjskie służby specjalne, zawiedzeni Ukraińcy z poczuciem krzywdy będą bardziej podatni na nawiązanie takiej współpracy. Będą więc zamachy bombowe, podpalenia, wykolejenia pociągów, zatruwanie ujęć wody, i inne możliwe działania. W tym samym czasie policję i służby państwowe zaczną wyręczać zorganizowane przy wsparciu Rosjan samozwańcze bojówki, uzurpujące sobie prawo, by w imieniu obywateli podejmować działania zarezerwowane dla organów państwa. Będą na przykład „ochraniać” ważne obiekty państwowe, by w istocie wszczynać burdy i bijatyki powiększając chaos. Spowoduje to coraz większą utratę zaufania do instytucji państwa, które faktycznie przestaną działać, z powodu kompletnego zdezorientowania ich funkcjonariuszy.
Taki rodzaj konfrontacji, pozawojennej ale bardzo groźnej bowiem prowadzącej do rozkładu i paraliżu państwa, to mimo wszystko sprawa cywilnych służb. Wojsko może tu pełnić rolę pomocniczą, jak w przypadku nieudanej rosyjskiej dywersji na linii kolejowej Warszawa – Lublin (obaj wykonawcy, choć narodowości ukraińskiej, zbiegli na Białoruś pod opiekę swoich mocodawców, zresztą jeden z nich był separatystą z okupowanej części Ukrainy). Naszym zdaniem Rosja sprawdzała reakcję Polski na takie zdarzenia pod kątem ewentualnego ich planowania na skalę masową. Oczywiście Polska skierowała różne służby państwowe do ochrony krytycznej infrastruktury komunikacyjnej, co oczywiście było posunięciem właściwym. Ale ważniejsze jest rozpracowywanie środowisk z których potencjalnie mogą się rekrutować przyszli dywersanci.
Drugi rodzaj konfrontacji to udział w obronie Państw Bałtyckich. Uważamy, że one jako pierwsze padną ofiarą rosyjskiej agresji i dlatego tam Rosjanie najpierw podejmą realizację opisanej wyżej fazy drugiej konfrontacji, która ma przygotować ofiarę na właściwe wtargnięcie za pomocą sił zbrojnych. Bądźmy więc mentalnie przygotowani na dwie ważne rzeczy, które mogą być w społeczeństwie bardzo niepopularne.
Po pierwsze musimy być mentalnie gotowi na wysłanie naszych wojsk do walki z Rosją na terenie innego kraju (Litwy, Łotwy, Estonii). Na tym polega właśnie funkcjonowanie Sojuszu Północnoatlantyckiego szerzej znanego jako NATO. Jeśli zaatakowane są Państwa Bałtyckie to my mamy obowiązek potraktowania tego jakby to nas zaatakowano bezpośrednio. I nie tylko mamy obowiązek wysłania sił do obrony zaatakowanego, ale wręcz leży to w naszym interesie, bowiem my możemy być następni w kolejce. Jeśli oczekujemy, że ktoś wyśle swoje wojska w naszej obronie, to czym się różni sytuacja, w której my znajdujemy się po drugiej stronie, to znaczy my musimy wziąć udział w obronie innego sojusznika? Jeśli tego nie zrobimy, to wiele innych państw nie zagrożonych bezpośrednio też odmówi wysłania wojsk do naszej obrony, bo to przecież my byśmy sami dali precedens na własną zgubę. Poza tym, i co chyba ważniejsze, lepiej chyba powstrzymać Rosjan pod Rygą i Tallinem niż pod Olsztynem i Białymstokiem, albo wręcz na przedpolach Warszawy.