Jak pierwszy raz byłem na randce to miałem takie uczucie "po co to wszystko" i tak dziwnie się czułem bo pierwszy raz byłem sam na sam z kobietą, i nie mogłem uwierzyć że ona z własnej woli chce ze mną spędzić czas. Było to w łodzi przy pomniku jednorożca czy co tam jest, wysiadłem z ubera, nie znam łodzi, było zimno bo zima, szliśmy przed siebie se i pomyślałem że może wejdziemy do maca bo nie wiedziałem co mamy robić. Weszliśmy byłem zestresowany i przez większość czasu to ja cały czas gadałem jak nigdy a później i tak nic z tego nie wyszło. Teraz nie jest lepiej, nadal mam takie uczucie i czuję się jak dziecko we mgle będąc na randce.