„Ja, Paulina i nasza patchworkowa składanka – przypadek? nie sądzę.” **„Jak wy dajecie radę?” No
„Ja, Paulina i nasza patchworkowa składanka – przypadek? nie sądzę.”
**„Jak wy dajecie radę?”
No właśnie… dobre pytanie.
Tylko szkoda, że nie mamy na nie gotowej odpowiedzi — bo spokojnie moglibyśmy ją sprzedawać w abonamencie.
I to droższym niż Netflix i HBO razem wzięte .
Nie sądziłem, że mój tekst aż tak się poniesie i wywoła lawinę pytań…
bo szczerze? my sami czasem się zastanawiamy, czy to w ogóle działa, czy tylko jeszcze się nie rozpadło .
Albo się rozpadło — tylko już się przyzwyczailiśmy
Żeby to wszystko miało ręce, nogi i chociaż cień sensu, trzeba to podzielić na części.
Bo w jednym kawałku tego nie ogarniesz…
chyba że ktoś lubi mieć większy chaos w głowie niż przed czytaniem.
Siedzę, kawa w ręku i próbuję to poukładać…
i dochodzę do prostego wniosku:
to trochę jakby opowiadać historię, którą nikt nigdy nie planował.
Ogólnie — szybkie sprowadzenie wszystkich na ziemię:
jeśli ktoś myśli, że da się ogarnąć wszystko…
to naprawdę zazdroszczę.
Wyobraźni.
Spokoju ducha.
I kompletnego braku doświadczenia ^^
Bo są rzeczy, które się ogarnia…
i są takie, które robią totalnie co chcą — a my stoimy obok i udajemy, że mamy nad tym kontrolę.
I teraz najlepsze —
to trochę jakby przyszedł do Was majster na budowę, rozejrzał się i rzucił:
„Panie… kto wam to tak spier*olił?”
A prawda?
Nikt.
My to budujemy sami.
Nie pod publikę.
Nie pod „ładnie wygląda na zewnątrz”.
Nie pod standardy z internetu.
Tylko dla siebie.
Po swojemu.
Krzywo.
Czasem bez sensu.
Ale nasze
Robię sobie brudnopis, więc będzie leciane kawałkami.
Bo jednorazowo tego nikt normalny by nie przetrawił — i tak nie gwarantuję, że w odcinkach będzie lżej.
To są moje spojrzenia, moje przemyślenia i moje obserwacje.
Paulina — jak będzie chciała — dorzuci swoją wersję wydarzeń… i wtedy dopiero może się zrobić ciekawie .
Co z tego wyjdzie?
Nie wiem.
Może chaos.
Może śmiech.
Może ktoś się w tym odnajdzie.
A może po prostu dowód, że można żyć…
nie ogarniając wszystkiego i jednocześnie być szczęśliwym.
Dumnym z żony.
Dzieci.
Psa… i nawet kota.
Tak — pies i kot też będą w tej historii.
Bo ja się do dziś zastanawiam,
co te dwa sierściuchy przeskrobały w poprzednim życiu,
że trafiły do naszej rodziny…
A w szczególności —
że trafiły na Dandysia
Książki nie będzie…
ale materiał spokojnie nadaje się na serial pt.:
„jak to się jeszcze trzyma?”
No i uprzedzam —
będzie sarkazm, będzie czarny humor i będzie prawda.
Nie taka pod filtr.
Tylko taka, którą się przeżywa.
Wiem, że nie każdy to lubi —
Szwagierka, pozdrawiam i całuję rączki
Reszta… czyta na własne ryzyko.
Ja tylko opisuję.
To życie pisało scenariusz.
I mam wrażenie, że pisało go bardziej dla beki niż dla sensu.”**