@wombatDaiquiri Wzięło się to z tego, że kiedyś objechałem dzielnicę na której mieszkam rowerem i zebrałem po drodze nieco śmieci. Już wcześniej korzystałem z tego co znalazłem w wielkogabarytach (mam np. coś takiego, że jak patrzę na kiepskiej jakości importowane przedmioty, to czuję jakiś wewnętrzny żal ile marnuje się na świecie zasobów), ale teraz połączyłem to z przejażdżkami po terenach zielonych i przez miasto. Pomimo systemu kacyjnego wciąż dużo z nich trafia w trawę, a zaczynałem zanim on wszedł. Samych obrazów dużo nie ma, bo i czas po pracy mam ograniczony, ale puszek zużywa się łącznie sporo jeszcze na projekty na miasto, czy na eksperymenty z których wychodzą zniszczone.
Generalnie spodobała mi się technika wytłaczania w metalu, która nie jest niczym odkrywczym aczkolwiek zazwyczaj służą do tego gotowe płachty surowca. Rzecz w tym, że z tego co widzę te twardsze i czyste stopy są dużo droższe i raczej korzysta się z nich do biżuterii bądź mniejszych obrazków, a miękkie łatwo uszkodzić, więc nie nadają się na coś co wymaga trwałości. Pomiędzy nimi jest puszka z przy okazji powłoką zabezpieczającą przed utlenianiem. Wciąż mam problem z łączeniem ich w płachty, gdyż raz uszkodzona rozdziera się łatwo i są dosyć niesforne w tym jak się kształtują. Niemniej łączy się to z poczuciem, że przy okazji robi człowiek coś pożyteczniejszego. Na co dzień też sprzątam i zbieram śmieci, ale poza pojedynczymi przypadkami nie wrzucałem tego do neta. Jest to łatwe i tanie szukanie atencji (choć dobrze oczywiście, że ludzie tak reagują i internet dzisiaj pomaga w propagowaniu takich postaw). Takich osób jest dużo jak się pozna ten świat, ale nie chwalą się tym.
Świetna jest możliwość, że przez puszkę mogę dowolnie kształtować moje "płótno", a ono wciąż pozostaje sztywne bez ograniczającej ramy. Mogę wycinać kształty, mogę duży obrazek wykonywać na części, a potem je złączyć, mogę dzięki temu wyjść na zewnątrz i np. podziubać sobie przy kawie na stoliku w lokalu. Mając przy sobie narzędzia mogę podnieść puszkę z ziemi, rozkroić ją i zrobić z niej coś, co widzę że sprawia wrażenie na ludziach, bo to przecież był tylko śmieć. Zabawne są reakcje, gdy pokazuję etykietę po napoju z drugiej strony. Można jak się chce zrobić coś spontanicznego trochę jak osoby, które piszą listy i zostawiają je w losowych miejscach, a to też kiedyś robiłem.
Niestety żeby zrobić jednak poważny, estetyczny obrazek z puszek, to potrzebuję czymś zakryć ich ostre krawędzie. W tym celu skupuję stare ramy z internetu i bawię się przy okazji w odnawianie też ich.
Z niechcianej puszki robię przedmiot nostalgii i obiekt przyciągający oko, tak jak obcy czułem się za granicą jakkolwiek dużo miłych rzeczy o Czechach mógłbym nie napisać. Wciąż na emigracji jestem, ale wewnętrznej. Tworząc na nich ten wodny świat wracam do dobrych chwil oraz wyobrażam sobie historie, których jeszcze nie przeżyłem. Jednocześnie idąc dalej w tę artystyczną przygodę przeżywam również nowe, pozytywne rzeczy w swoim życiu. Wszystko przez znajdowanie wartości w śmieciach.