@czysty_rigcz Kolejny. Wszyscy, którzy tak twierdzą, albo nie żyli w tamtych czasach, albo mają już demencję.
Na mieszkanie odkładało się latami, tj. zaczynali odkładać już rodzice. Po latach miało się możliwość otrzymać mieszkanie z wielkiej płyty na nowym osiedlu, tj. zadupiu bez infrastruktury. Mieszkanie miało festiwal rur na wierzchu i przemarzające ściany (bo wtedy ich nie ocieplano). Życie towarzyskie kwitło, bo wszystko było słychać od sąsiadów, a jak komuś wyżej wazonik się stłukł, to woda leciała przez sufit piętro niżej (jako że ściany i sufity pękały). Mieszkanie nadal spłacało się spółdzielni. Wykup po latach był możliwy, ale to kolejna kasa. Chyba że się nie dożyło, bo materiały użyte do budowy i wykończenia bywały toksyczne i ludzie chorowali na nowotwory, astmę itp.
Obecnie też „w kilka lat i za bezcen” możesz dostać właśnie taki standard. Tylko coś mi się zdaje, że wszyscy chcą czegoś lepszego - co naturalnie kosztuje więcej.
Zaloguj się aby komentować