@mannoroth tak k⁎⁎wa było ze wszystkim zawsze Podstawówkę mieliśmy podzieloną na 2 budynki- klasy 1-3 i 4-6. Jak w czerwcu kończąc 3. klasę już był ten etap luzu, gdzie się do szkoły nie chodziło, to zwieźli do budy nowe meble, biurka i krzesła, gdzie my przez 3 lata siedzieliśmy na takim gównie, że jeszcze trochę i głowę byśmy mieli między kolanami, bo krzesła były za wysokie, a biurka za niskie. Na odebraniu świadectw się okazało, że chuje nawet kible zaczęły remontować. Kible z których strach było korzystać, bo tam dosłownie wszystko się sypało, no ale nie dziwota jak w ścianach pod kafelkami okazywało się, że były zamurowane całe butelki po piwach i to nie jedna czy dwie. Jak kończyliśmy podstawówkę w ogóle, to się wzięli za remont sali gimnastycznej i sprzedawali to z taką pompą że ja pi⁎⁎⁎⁎lę, my mogliśmy przez 3 lata się zabijać o wypadające klepki z parkietu pamiętającego powstanie k⁎⁎wa Jugosławii, żadna ilość zgłoszeń i skarg na zebraniach nie pomagała. Kończyliśmy gimnazjum- zabrali się za wymianę okien w całej szkole. Dopiero po tym jak 2 osobom na przestrzeni 2 lat te stare drewniane okna spadły na głowę jak się zbliżało lato i ludzie zaczęli otwierać okna, żeby się nie udusić i jedną z nich musiała zabierać karetka na sygnale, bo tak miała pociętą głowę. Kończyliśmy technikum i co? Zabrali się za naprawę śmierdzącego Gierkiem szkolnego basenu i kibli, a rok później za budowę nowej hali gimnastycznej, których my oczywiście nie mieliśmy. Ze względu na łączone zajęcia WFu z 2 innymi klasami, to część osób magicznie była migrowana "na pingla" czytaj rozstawiali stoły na korytarzu i tam "ćwiczyliśmy". A kible były w tak cudownym stanie, że nie tylko coś takiego jak mydło i światło było tylko zbędną fanaberią, ale też zamykające się drzwi do kabiny były burżujskim wymysłem niepotrzebnym młodemu proletariatowi. Zacząłem 2. semestr studiów- ja stronie i miasta i szkoły pierdolne ogłoszenie, że zaczyna się największy remont szkoły od czasów jej postawienia (a ja bym złośliwie powiedział, że nie największy, ale pierwszy w ogóle...).
Cały syf się skończył dopiero jak poszedłem na studia. I nagle się okazało, że można mieć czyste sale, nagle można mieć dostosowane do normalnego człowieka biurka i krzesła, nagle się okazało, że może być normalny kibel, z zamykanymi drzwiami, z ciepłą wodą, mydłem i ręcznikami, nagle się okazało, że nawet (z racji profilu) komputery mogą być nie tylko "działające" w sensie uruchamiające się (jakoś), ale całkiem solidne zestawy, na których już można wygodnie pracować, a nie, jakieś k⁎⁎wa trupy na Pentium 2 i inne Actiny z unijnego programu jebiące się szybciej jak dojeżdżały do tego części do naprawy, co też przerabialiśmy w technikum.