#heheszki #alkoholowyinwestor W świecie poważnych inwestycji mówi się, że pieniądze leżą na ulicy. Dzisiaj za to moje pieniądze leżały w biurowej lodówce, schowane między przeterminowanym jogurtem Grażyny, a cudzą nadzieją na spokojne popołudnie.

Wszystko zaczęło się od prostej analizy fundamentalnej. Żabka ogłosiła promocję na czwartkowe obiady po 7,99 zł. Normalnie bym to ominął, ale mój zmysł analityczny wyczuł rynkową nieefektywność.

Sklep pod biurem w remoncie, czyli całkowity brak płynności, a grafik moich współpracowników na piątek przypominał wykres bitcoina podczas hossy. Nikt nie miał czasu na mrugnięcie okiem, a co dopiero na spacer do dalszego sklepu.

W czwartek dokonałem zakupu trzech jednostek obiadowych. Koszt wejścia w pozycję: 23,97 zł.

Piątek, godzina 12:00. W biurze zaczyna się to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli panika popytu. Słyszę szepty i czuję zapach desperacji. Mariusz i spółka zorientowali się, że ich żołądki domagają się dopływu kapitału, a lodówka świeci pustkami. Nagle ich wzrok pada na moje trzy pudełka.

- Czyje to? - pyta Mariusz, patrząc na Tagliatelle z kurczakiem w sosie szpinakowym, jakby to był złoty pociąg.

- Moje - odpowiadam, nie odrywając wzroku od notowań.

- Stary, weź nam to odsprzedaj. Taki zapierdol, że nie mamy jak wyjść, a na dole remont. Spojrzałem na nich z politowaniem.

- Jasne. 20 zł sztuka - rzuciłem beznamiętnie.

Mariuszowi niemal wypadły oczy z orbit. - Ty, ale tu jest naklejka! Przecież one normalnie są po 13 zł, a ty pewnie kupiłeś wczoraj w promocji za 7,99 zł.

Przechyliłem się na krześle i spojrzałem mu prosto w oczy.

- To sobie poczekaj w takim razie do przyszłego czwartku. Albo idź do sklepu trzy przecznice dalej, strać 40 minut i szansę na dowiezienie projektu. Wybór należy do ciebie. Ja nie sprzedaję jedzenia, ja sprzedaję ci rozwiązanie twojego problemu z logistyką.

Zapadła cisza. Widziałem, jak w głowie Mariusza procesor walczy z godnością. Godność przegrała z kretesem.

- Ale ty jesteś chory. Masz, trzymaj te sześć dych - wycedził przez zęby.

Zainkasowałem 60 zł. Bilans operacji? 36,03 zł czystego zysku wydartego z biurowej rzeczywistości.

Pieniądze natychmiast powędrowały na konto maklerskie, żeby dołączyć do reszty armii w moim ETF-ie na światowy rynek.

Kula śnieżna właśnie zyskała nową warstwę. Z zapachu kurczaka i biurowej desperacji.

https://x\.com/AlkoInwestor/status/2029967243300479150?s=20

Komentarze (3)

@Half_NEET_Half_Amazing a mnie bawi jak mało kto w internecie. I jeszcze jak ludzie na poważnie do niego piszą, że jest żałosny, a on ich wyjaśnia w taki sposób jak pisze posty

ja bylem biurowym dostawca chaczapuri: codziennie chodzilem do roboty ok 40 min z buta i codziennie w polowie drogi odwiedzalem gruzinska piekarnie, gdzie kupowalem sobie sniadanie - zaraz po wyjsciu z domu na slacku zbieralem zamowienia i kto zdazyl, to dostawal jeszcze cieplutkie zarelko prosto na stol biurowej kuchni. dzialalem non profit, moze nawet na tym tracilem, bo nie pilnowapem czy mi kazdy przelal hajs, ale kapital polityczny byl dla mnie wiecej warty

Zaloguj się aby komentować