Formuła awarskiej okupacji polegała na tym, że koczownicy zjawiali się od czasu do czasu zbierać daniny i zmuszali młodych mężczyzn do współudziału w wyprawach wojennych. Jak wcześniej, musiało przy tej okazji dochodzić do różnych ekscesów. Jednak niesprawiedliwie byłoby patrzeć na mieszkańców południowej Polski jak na ciamajdy, które bezwolnie się poddawały. Niestety, przeciwnik dysponował lepszą technologią. Słowianie, walczący pieszo, nie mieli szans w otwartym polu pokonać awarskiej konnicy.


I wtedy doszło do sytuacji, która nieraz miała się powtarzać w historii kraju nad Wisłą. Gdy w 2013 roku CBOS pytał, co łączy Polaków, na pierwszym miejscu nie znalazły się historia, język, wiara, patriotyzm czy obyczaje. Najczęściej wybierana odpowiedź brzmiała: „klęski, katastrofy, nieszczęścia, wielkie tragedie, zagrożenie, kataklizmy, sytuacje kryzysowe”. Tak też się stało w drugiej połowie VIII wieku, kiedy na jakiś czas zapomniano o wróżdach rodowych i innych krzywdach, by stawić opór Awarom.


Ktoś musiał porwać Słowian znad Wisły do boju. Kandydat na bohatera walk z koczownikami jest tylko jeden. Nazywał się Krak.


___

(Z książki Barbarica. Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich)


#historia #ciekawostki #notatniksmierdakowa

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować