@AdelbertVonBimberstein No to dobrze, że tylko do pasa i dałeś rade sam wyjść, bo to nie jest wcale takie oczywiste. Też kiedyś wpadłam, ale podczas cumowania. Skakałam z cumą i poślizgnęłam się na mokrym pomoście i wylądowałam w wodzie między łódką a keją. Byłam ubrana w grubą zimową kurtkę i tak mi ciuchy namokły, że nie byłam w stanie podciągnąć się żeby wyleźć. A im dłużej byłam w wodzie, tym coraz bardziej opadałam z sił, bo te chiuchy były cholernie ciężkie. A że byłam tylko z mężem, to zaczęłam wzywać pomocy. Na szczęści kawałek dalej była jakaś inna załoga i przybiegli mnie ratować. 5 chłopa mnie wyciągało. Ręce to miałam prawie wyrwane z barków. Przez 3 tyg ruszać nimi nie mogłam. Tak więc, dobrze że Twoja historia się tak dobrze skończyła, bo różnie mogło być. Podobno najwięcej wypadków śmiertelnych i utonięć ma miejsce właśnie przy kei a nie na morzu. Uważaj tam na siebie