Dyskusja użytkownika splash545
Dziennik wyprawy wakacyjnej 23
Czyli
Eurotrip
Odcinek 9 - Liptowska Mara, Chopok i ognisko, którego nie było
Musieliśmy trochę odespać wczorajszą podróż, więc wstaliśmy przed 10.
Każdy z nas po pobudce, zaliczył kąpiel w wannie. Dobrze że w chacie były dwie łazienki, więc nie zeszło z tym zbyt długo.
Po relaksującej kąpieli, zjedliśmy na śniadanie mięsiwo ze słoja, które przejechało z nami przez pół Europy
Posiedziałem jeszcze chwilę w ogrodzie, obserwując jak Pies chasa wesoło i zwiedza każdy kąt podwórka.
Koło południa zapakowaliśmy się w auto i pojechaliśmy na myjnie, zmyć jeszcze chorwackie błoto z przedwczorajszego offroadu.
Następnie klasycznie odwiedziliśmy Lidl i zakupiliśmy szwarcwaldzką, camembert i jakiś pleśniowy ser, żeby zrobić deskę jako przekąskę do popołudniowych filmów. Kupiliśmy też kiełbasę na ognisko, które zaplanowaliśmy na wieczór.
Po zakupach pojechaliśmy nad Liptowską Marę - jest to zbiornik retencyjny, a jednocześnie największy zbiornik wodny na Słowacji.
Zaparkowaliśmy na parkingu 500m od celu i poszliśmy nad jezioro ścieżką, którą przecinały tory kolejowe.
Liptowska Mara to bardzo ładny zbiornik wodny, który otaczają góry z każdej strony.
Szczyty odbijające się w tafli wody, robią idealną scenerię do zdjęć, których nastrzelaliśmy mnóstwo, a prawie na każdym znalazł się Pies
Wracając brzegiem już w stronę auta zobaczyłem, że jakieś 300m od nas, przy brzegu stoi wrak statku. Zaintrygowani tym widokiem, poszliśmy tam porobić jeszcze więcej fotek.
Idąc brzegiem wody, mijaliśmy po drodze krzaki, które oddzielały od siebie kamieniste polany.
Na pierwszej z nich zobaczyliśmy namiot i ognisko a przy nim cygańską rodzinę, na następnej kilku opalających się Słowaków. Kolejna polana przywitała nas starym Słowakiem z czapką na twarzy, leżał całkiem nagi tylko na jego klejnotach były powieszone majtasy. Pies gdy to zobaczył podleciał do niego i już prawie miał gacie w pysku, lecz mojej żonie udało się go odciągnąć w ostatnim momencie xd Psu udało się jedynie szturchnać nosem w bok nagiego Słowaka.
Następna polana ukazała Słowaczkę opalającą się topless. Widocznie trafiliśmy na jakąś dziką plażę nudystów, albo po prostu Słowacy mają upodobanie do nagich słonecznych kąpieli
Po dotarciu do statku okazało się, że to nie wrak, a niekompletna łódka w trakcie budowy, mimo to zrobiliśmy sobie przy niej kilka zdjęć i wróciliśmy do auta lawirując między cycami i fujarami opalających się Słowaków xd
Odwieźliśmy Psa do chaty i sami pojechaliśmy na górę Chopok. Zdecydowaliśmy się na wjechanie na górę kolejką gondolową. Była już 15:30, także nie mieliśmy zbyt wiele czasu, bo ostatni zjazd na dół był o godzinie 17.
Wjechaliśmy na górę z jedną przesiadką po drodze, podziwiając górskie krajobrazy.
Wysiedliśmy na górze i porobiliśmy trochę zdjęć, była godzina 16:10.
Żeby móc pochwalić się, że zdobyliśmy szczyt musieliśmy jeszcze wdrapać się na kopiec z głazów, znajdujący się na górze góry. Coś mi zaświtało, że wejście takie zajmuje około 15 minut. Jak usłyszała to MŻ, wyrwała przodem i zaczęła się wspinać na głazy szybkim tempem, a ja z Ziomeczkiem za nią. Wejście na górę zajęło nam 6 minut :)
Na szczycie pamiątkowe zdjęcia zrobili nam Słowacy a później Polacy z Krakowa i okazało się, że wejście, foty i zejście zajęło nam łącznie 20minut
Korzystając z tego, że mamy jeszcze chwilę, zjechaliśmy na miejsce przesiadki, mniej więcej w połowie góry. Żona chciała tam zrobić kilka zdjęć zdjęcia stadu owiec, które się tam wypasało.
Po drodze do owiec, dostrzegliśmy inne stadko a mianowicie psów - owczarków podhalańskich.
Podeszliśmy do nich zrobić kilka zdjęć, a żona chciała pogłaskać jednego psiaka, ale pani stojąca koło ogrodzenia zabroniła tego. Wytłumaczyła, że psy teraz są w pracy i pilnują ogrodzenia i owiec, więc mogłyby zareagować agresją. Powiedziała, że jeśli MŻ chce, to może ją wprowadzić do środka, a wtedy po obwąchaniu przez psiaki będzie mogła je pogłaskać.
W pierwszym odruchu chciałem powiedzieć, że spadamy stąd, bo miałem w myślach zasłyszane historie z Zakopca i okolic gdzie żydogórale za spojrzenie na konia kasują 10zł xd
Przypomniałem sobie jednak, że jesteśmy w Słowacji i żona z chęcią skorzystała z możliwości oferowanej przez Słowaczkę.
Żona szczęśliwa, że nagłaskała się psiaków, nie była nawet rozczarowana tym, że nie zdążymy już podejść do owiec.
Nim wsiedliśmy do przedostatniej gondoli jadącej na dół, MŻ zauważyła żółtego skakuna na barierce, zaczęła mówić jaki to on piękny i chce go do domu ;)
Po chwili wyciągnęła z torebki strzykawkę bez igły, którą miała na wypadek gdyby naszemu Psu trzeba było zaaplikować w gardło jakieś lekarstwo. Odczepiła tłoczek i wpakowała do strzykawki skakuna, który skakał jej po ręce xd
Zaopatrzeni więc w zastrzyk z pająka i czując się jak himalaiści po zdobyciu szczytu, zjechaliśmy na dół.
Gdy dojechaliśmy do naszej chaty, postanowiliśmy na koniec naszego eurotripu obejrzeć Eurotrip ;)
Przed filmem przygotowałem deskę z wędlin i serów. Wypiliśmy toast ze swojskiej rakiji i zaczęliśmy seans.
Eurotrip nieźle się zestarzał i na tle takich głupich amerykańskich komedyjek, które oglądaliśmy w szkole średniej wypada całkiem dobrze i nawet teraz potrafi smieszyć
Potem włączyliśmy horror Dziedzictwo Hereditery. Oglądając go stwierdziliśmy, że najedliśmy się już tą deską i nie ma sensu robić ogniska.
Rozpaliłem, więc w kominku i obejrzeliśmy film do końca, popijając piwko.
Wieczorem wykorzystaliśmy okazję, że w domu są duże wanny i jeszcze raz wzięliśmy relaksująca kąpiel, po której poszliśmy spać.




