Dyskusja użytkownika splash545
Dziennik wyprawy wakacyjnej 23
Czyli
Eurotrip
Odcinek 7 - kalmary, burze i offroad
Dziś nadszedł nasz ostatni dzień w Chorwacji, a na dodatek popołudniu miały być burze, co trochę wpłynęło na nasz humor.
Przy kawko - yerbie zaczęliśmy szukać jakiejś nowej i zarazem ostatniej plaży do zaliczenia, a że miało padać więc szukaliśmy jej w niezbyt dalekiej odległość.
Po wybraniu jednej z plaż, władowaliśmy się w auto i pojechaliśmy do naszego celu destynacji.
Dojeżdżając okazało się, że miejsce wydaje się dziwnie znajome i wyszło, że dotarliśmy na pierwszą plażę, na której byliśmy na półwyspie Stoja. Plaża była całkiem fajna i sprawdzona więc nie przeszkadzało nam, że naszą przygodę z Chorwacją skończymy tam gdzie zaczęliśmy.
Do godziny 15 cieszyliśmy się dobrą pogodą, którą ja wykorzystałem głównie na pływaniu z głową pod wodą i obserwowaniu dna. Moja żona za to jak walnęła się na kocu, tak zaraz zasnęła umęczona wczorajszym grillem
O 15 pogoda się popsuła i zaczęło kropić. Zawinęliśmy majdan i skryliśmy się pod daszkiem baru na plaży, gdzie przycupnęliśmy na murku z boku, bo cała plaża miała podobny plan na schronienie przed deszczem i nie było miejsc siedzących
Biorąc pod uwagę, że była to knajpka na popularnej plaży ceny były całkiem ok - burgery 8-9 euro, sałatki podobnie a kalmary 13.
Nigdy nikt z nas nie jadł kalmarów więc jedną porcję wzięliśmy na 3 osoby.
Kalmary były smażone w panierce w głębokim oleju, obok była cytrynka do tego frytki łódeczki i sos czosnkowy - takie połączenie przypasowało każdemu z nas
Burgery natomiast były duże, ładnie wyglądały ale bułki to sypiące się mrożonki i mięso co najwyżej średniej jakości. W sałatce było dużo mięsa z piersi, grzanek i parmezanu - wszystko na plus, niestety było też w niej bardzo dużo sosu, który smakował jak ocet.
Najedzeni ruszyliśmy do Kauflandu w Puli zrobić zapasy na jutrzejszy wyjazd. Oprócz zrobienia zakupów spożywczych dokupiliśmy też rakiji bo okazało się, że tamtejszy Kaufland jest dosyć dobrze w nią zaopatrzony;)
Niebo było ciemne i co jakiś czas padało, zaczynało też grzmieć a MŻ wymyśliła, że chce trochę kamyczków z jakiejś chorwackiej plaży. Ustawiłem cel nawigacji na plażę najbliższą naszego apartamentu.
Jak dojechaliśmy okazało się, że są tam skały i ani jednego kamyczka, zaczynało też coraz bardziej wiać i grzmieć.
Znalazłem na szybko dziką plażę obok. Była to faktycznie dzika plaża, bo zaczęliśmy jechać drogą która prowadziła między polami a sama miała takie dziury, że jeśli jechalibyśmy tam osobówką to mogłyby być problemy z dojechaniem. Nawigacja pokazywała koniec jazdy a dalszą trasę nakazała pokonać pieszo przez łąkę. Było ciemno i padało a jechaliśmy terenówką więc niewiele się zastanawiając ruszyłem autem jadąc ścieżką brzegiem łąki.
Plaża wyglądała jak mini fiord, język morza wbijał się w ląd, a otaczały ją z każdej strony półki skalne, no i właśnie wszędzie były tylko półki skalne a kamyczków 0 ;)
Granatowo-czarne niebo zaczęły rozświetlać błyski piorunów. Spodobał się nam ten klimat i nie żałowaliśmy, że nie znajdziemy tych kamyczków, tylko podziwialiśmy piękno natury. Żałowaliśmy jedynie, że wcześniej nie trafiliśmy na tą dziką plażę, a dopiero wieczorem ostatniego dnia pobytu. Porobiliśmy trochę mało wyraźnych zdjęć plaży, nieba i auta na tle łąki i morza.
Nie czekając na to aż dopadnie nas burza ruszyliśmy w stronę domu, wybrałem jednak dalszą drogę biegnącą brzegiem Adriatyku. Dopiero na tej drodze zaliczyliśmy prawdziwy offroad. Droga była bardzo nierówna, co chwilę były mocne przechyły, nierówności i głębokie dziury zalane wodą, przejeżdżałem przez nie powoli i niepewnie bo nigdy nie wiadomo jak głęboka może być kałuża i czy auto już w niej nie zostanie
Wykorzystałem dosyć duży prześwit w aucie i w miarę sprawnie, choć nie za szybko pokonywałem kolejne dziury i błotniste odcinki.
W pewnym momencie spomiędzy krzaków przy błotnistej drodze, wyleciało stado dzików i przez kilka minut biegły przed naszym autem. Śmialiśmy się, że to dowód, że faktycznie jedziemy przez dzikie tereny
Po zaliczeniu niespodziewanego offroadu, dojechaliśmy do domu.
Pierwsze co zrobiła moja żona to wyciągnęła zakupione w Kauflandzie plastikowe pudełka i zaciągnęła mnie do lasku koło domu, żeby złapać znalezioną przeze mnie tam 2 dni wcześniej tarantule włoską xd
Uwinęliśmy się z tym w niecałe 10min, do drugiego pudełka nabrałem trochę ziemi z okolicy jej kryjówki i liścia z lasu żeby miała w miarę naturalny habitat na podróż.
Po tych wieczornych niespodziewanych i ciekawych przygodach
No ale co zrobić jak się ma ekipę z takimi pomysłami, które generują ciekawe zdarzenia


