Dyskusja użytkownika splash545
Dziennik wyprawy wakacyjnej 23
Czyli
Eurotrip
Odcinek 4 - rajska plaża, wybuch łodzi i archipelag Brijuni
Co poniektórzy z naszej ekipy stwierdzili wczoraj, że dobrym pomysłem jest zapić te lidlowskie wina żateckim na koniec, dlatego udało się nam ogarnąć dopiero koło 12. Gdy ekipa kończyła się ogarniać postanowiłem poszukać w internecie firm zlokalizowanych w pobliskich portach w Puli i Fazanie oferujących rejsy na archipelag Brijuni. Na bookingu wyświetlało mi się wykupienie takiego rejsu za 230-240zł, jak wpisałem w google po polsku wyglądało to podobnie. Wiedziałem jednak, że będzie to przepłacone i warto poszukać samemu. Po krótkim reaserchu wybrałem jednego kapitana i napisałem mu wiadomość na watsapie z zapytaniem jak wyglądają ceny i czy ma wolne miejsca na jutro. Odpisał a po kilku minutach zadzwonił do mnie mówiąc, że zostało mu kilka wolnych miejsc na dzisiaj i jeśli się zdecydujemy to zapłacimy po 33 euro, zgodziłem się a finalnie zapłaciliśmy 95 euro za wszystkich. Także jeśli się ogarnia jako tako angielski i umie się szukać to lepiej zapłacić 140zł zamiast 230. Rejs miał być o 16:45, mieliśmy jeszcze chwilę i pojechaliśmy na plażę bliżej Fazany trochę się opalić i popływać.
Była to plaża Vile znajdująca się na półwyspie Stinjan. Jest to typowa rajska plaża z palmami, drobnymi kamyczkami zamiast piasku i przezroczystą wodą. Po drodze na plażę zajechaliśmy wcześniej do Decathlonu żeby kupić buty do wody. Cud się nie stał i każdy kupił buty oprócz mnie bo oczywiście nie było rozmiarów na moją wielką girę rozmiar 50,5-51. Zostałem więc z gumowymi laczkami spadającymi mi przy każdej możliwej okazji bo szkoda mi było przed wyjazdem wydać 300zł na buty do wody adidasa. Decyzji tej miałem jeszcze nieraz pożałować na tych wczasach ;)
Po szybkim plażowaniu (mieliśmy tylko dobrą godzinę) niechętnie zebraliśmy się z plaży i ruszyliśmy do Fazany. Na miejscu szybko odnaleźliśmy kapitana Tony'ego, który poczęstował nas wodą i powiedział, że dziś jest najcieplejszy dzień na Chorwacji od kilku lat, termometr pokazywał 35 stopni. Po chwili weszliśmy na pokład łodzi na której czekał już inny sternik a w rejsie miało towarzyszyć nam 7 Niemców i 1 młody Chorwat, którego zadaniem było opowiadanie o mijanych wyspach.
Ruszyliśmy łodzią w stronę archipelagu, a po drodze zostaliśmy poczęstowani przez młodego Chorwata kubeczkiem taniej coli lub ice tea do wyboru. Gdy do pierwszej wyspy zostało 200-300m z silnika łodzi zaczął lecieć biały dym a właściwie para oraz zaczęliśmy słyszeć świszczenie. Sternik zatrzymał łajbę ale silnika nie zgasił, zszedł pod pokład i wrócił z 5l butlą wody. Widząc co się dzieje powiedziałem żonie żeby zamieniła się ze mną miejscami bo siedziała najbliżej silnika. Nie zgodziła się jednak i zaczęła nagrywać całą sytuację. Po chwili świszczenie się nasiliło a para zaczęła się unosić na wysokość dachu łodzi, w tym momencie nastąpił wybuch - korek od chłodnicy wystrzelił a płyn chłodniczy rozbryzgał się po całej łodzi. Piszczący Niemcy pobiegli na tył łodzi a ja wraz z nimi tylko, że nie piszczałem xd a MŻ twardo nagrywała i uchwyciła na filmie wybuch płynu chłodzącego.
https://youtube.com/shorts/-Nzu6NNFqF4?feature=share
Na szczęście nikomu z pasażerów nic się nie stało, jedynie sternik dostał po rękach gorącą cieczą. Pobliska łódź widząc tą sytuację podpłynęła do nas zaoferować pomoc, sternik jednak odmówił powiedział że wymieni pasek, doleje wody i będziemy płynąć dalej. Jeden Ginter spanikował zaczął mówić, że nie jest tu bezpiecznie. Ja spojrzałem na najbliższą wyspę i dla równowagi powiedziałem, że nie jest daleko i jak co możemy tam płynąć wpław xd Po kilku minutach sternik zmienił ten pasek dolał wody i płynęliśmy już dalej, młody Chorwat bardzo nas przepraszał za zaistniałą sytuację i zapewniał że nigdy coś takiego się nie wydarzyło. Niemcy mieli kwaśne miny a nasza ekipa miała z tego bekę - wkońcu to przygoda
W końcu dotarliśmy na największą wyspę archipelagu Brijuni i po zjedzeniu pizzy w pobliskiej knajpce ruszyliśmy z buta zwiedzać wyspę, łajba miała po nas przypłynąć za 3 godziny. Wyspa miała odmienną roślinność niż kontynentalna Chorwacja, wszędzie biegały bażanty, pawie, zające, sarny czy inne okapi. Zdążyliśmy zwiedzić park safari i po drodze plażę i pola golfowe po, których biegały wyżej wymienione zwierzęta. W parku safari były jeszcze zebry, strusie, osiołki i słoń, którego jednak nie widzieliśmy. Co ciekawe na wyspie było sporo ładnych ale opuszczonych i popadających pomału w ruinę domów. Wcześniej w drodze do łodzi Tony opowiadał nam, że kiedyś na wyspie mieszkali zwykli Chorwaci jednak po zmianie jej na park narodowy ludzi przesiedlili i pozostały po nich niszczejące domki. Wracając do portu mieliśmy okazję zobaczyć piękny zachód słońca.
Do portu dotarliśmy na 5 minut przed planowanym przybyciem naszej łódki, wtedy zadzwonił do mnie Tony przeprosił za zaistniałą wcześniej sytuację i powiedział, że mamy się nie martwić bo łódź już po nas płynie, może się tylko chwilę spóźnić. Zapytał czy widzę Niemców którzy z nami płynęli, potwierdziłem a wtedy poprosił czy bym mógł przekazać im wszystko co mi powiedział. Wyczułem, że jakoś nie był chętny do rozmowy z naszymi zachodnimi sąsiadami ani wcześniej ani teraz




