Dzień dobry! Jestem niezwykle zaskoczony Waszym odzewem na mój ostatni wpis. Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze i pioruny. Nie spodziewałem się.. nie wiem w sumie co powiedzieć...


W każdym razie dzisiaj chciałbym trochę luźniej opowiedzieć o kilku sprawach związanych z cukrzycą, o których też pytacie w komentarzach. Będzie trochę skakanie po tematach.


Skąd u mnie pojawiła się cukrzyca? Otóż najprawdopodobniej (bo formalnie nie jest to potwierdzone, ale mam tak na wypisie), jest to spowodowane tym, że mój własny organizm atakował wyspy trzustkowe (wytwarzające insulinę) podczas przebytej pół roku wcześniej (i średnio leczonej) choroby.


Pamiętam, że był to czas zimowych egzaminów (a cukrzycę dostałem na wiosnę), gdzie byłem totalnie poprzeziębiany. Leczyłem się ogromną ilością wit. C, ibupromem i jeszcze większą ilością wit. C. Leciało z mojego nosa jak z wodospadu, ledwo trzeźwo myślałem, ale musiałem pozaliczać ważne ezgaminy. Pamiętam, że nosiłem w plecaku torbę chusteczek, która znikała przez cały dzień. Taki stan trzymał mnie dobry tydzień, ale udało się wszystko zdać i wyjść z choroby.


Najprawdopodobniej nie było to zwykłe przeziębienie, a coś wirusowego lub bakteryjnego. Mocno obciążony organizm walczył - to normalne, ale w trakcie intensywnej walki dochodziło do odpowiedzi autoimmunologicznej - białe krwinki atakowały nie tylko zarazki, ale również i własny orgaznim.


Apropo. Nie chciałbym tu otwierać dyskusji i powikłaniach po koronawirusie, czy szczepionkach - nie idziemy tą drogą.


Wyspy trzustkowe są malutkimi punkcikami rozsianymi po całej wątrobie i mogą łatwo niestety ulec zniszczeniu. Tak mi to wtedy wytłumaczył lekarz i taki powód cukrzycy otrzymałem i zaakceptowałem.


W mojej rodzinie nie ma genetycznego obciążenia, nawet w tej dalszej. Do momentu studiów odżywiałem się świetnie. Na studiach - wiadomo - dużo gorzej, były również imprezy i alkohol różnego rodzaju i pochodzenia. Nie palę i nie paliłem, nie korzystałem również z innego rodzaju mocniejszych, czy nielegalnych używek, albo "dopalaczy". Moja waga na studiach to było średnio 65-70kg, a ruchu było wiele.


Jak dostać cukrzycę? Na pewno wypicie 8 litrów coli, czy jedzenie wyłącznie fast foodów, może być jedną z setek jak nie tysięcy możliwości, gdzie obciążamy organizm i do takiego stanu możemy doprowadzić. Ale warto też powiedzieć, że są różne cukrzyce - typ 1, który ja mam, nazywany cukrzycą "młodzieńczą", dotyka młode osoby, chude, które raczej żyją "raczej" zdrowo. Typ 2 - dotyka głównie osoby otyłe. Są jeszcze inne typy, jak chociażby cukrzyca ciążowa, ale dużo mniej o nich wiem i nie będę was wprowadzał w błąd moimi informacjami.


Jeśli chodzi o prowadzenie pojazdów - sam moje prawo jazdy załatwiałem ledwo rok po otrzymaniu cukrzycy, ale z lekarzem nie było problemów. W pracy jeżdżę samochodem prywatnym, będę walczył o służbowy, bo mogę, ale muszę mieć zaświadczenie od mojego lekarza - kartę leczenia diabetologicznego, w której oświadcza się, że prowadzę się dobrze i mogę takie pojazdy prowadzić. Co do kierowców zawodowych - nie wiem, ale na logikę podejrzewam, że kierowcą autobusu nie mógłbym zostać, stwarzał bym zagrożenie dla innych w przypadku jakiegoś nagłego działania.


Dodam tylko od siebie, że pracuję w szeroko pojętym IT, w jednej z dużych polskich korporacji. Moja praca jest głównie biurowa z okazjonalnym wyjazdem do klientów lub innej lokalizacji firmy.


Dla gratisu dodam też, że cukrzycy nie mogą oddawać krwi. Bardzo ubolewam z tego powodu, nie mogę dołączyć do honorowych dawców krwi, jak mój tata, czy dziadek


PS. Do wojska też nie pójdę.


Za to praca fizyczna w cukrzycy raczej nie powinna być problemem, oczywiście w miarę naszych możliwości. Moim zdaniem pracodawca powinien wiedzieć, że jesteśmy chorzy - ja zawsze otwarcie o tym mówię od razu na rozmowach kwalifikacyjnych. Posiadam również "lekki" stopień niepełnosprawności, który akurat nie daje mi żadnych benefitów, ale pracodawcy już tak.


Samolotem nigdy nie leciałem i na samą myśl o podróży robi mi się słabo. Nie to, że boję się latać, ale bałbym się o to, jak zareagowałby mój organizm i o tę całą otoczkę przygotowania, przylotu i ogarnięcia siebie. Dla mnie to zbyt duże psychiczne wyzwanie. Chyba o tym kiedyś napiszę więcej i rozwinę temat.


Wiecie... ja sobie w ogóle myślę patrząc na cały świat... że mnie dopadła TYLKO cukrzyca. Że to taka choroba, z którą super da się żyć, że to nie jest nic gorszego, bardziej przewlekłego i straszniejszego. Odkąd choruję, niesamowicie podziwiam innych zmagających się z gorszymi rzeczami i żyjących jak normalni ludzie. W ogóle choroba zmieniła moje podejście do życia, zacząłem doceniać malutkie drobnostki, przestałem przejmować się pierdołami, oraz krytyką ludzi (taką bezpośrednią, a nie konstruktywną i pomocną). Zupełnie inaczej patrzę na każdego człowieka, staram się go zrozumieć i jego problemy, często rozdaję dobre słowa w kierunku innych ludzi, uśmiecham się więcej, rozumiem, że każdy w głębi siebie ma jakieś problemy, ale pokazuje tylko maskę, bo tacy już jesteśmy i ja też taki jestem - uśmiechnięty, ale cierpiący.


Nigdy też nie chciałem, żeby ktokolwiek się nade mną litował i stąd też moje problemy psychiczne, bo ja mogę nie chcieć, ale mój mózg ma to w d⁎⁎ie i jak coś chce to to robi. O historiach mojego załamania wśród innych ludzi na pewno napiszę więcej, bo to właśnie te historie sprawiają, że chcę się zmienić i zawalczyć o swoje zdrowie psychiczne.


O sikaniu do toalety poza wodą nie słyszałem ale słyszałem, że spieniony mocz jest bardzo dużym objawem (akurat nie cukrzycy, tylko białka pojawiającego się w moczu, co może nawet zagrażać życiu). O samym moczu warto też wspomnieć, żeby badać ketony - produkty uboczne spalania tłuszczy przy "głodzonym" organiźmie. Dla cukrzyka to stan zagrożenia życia i długi pobyt w szpitalu. Z tego powodu cukrzykom zakazuje się diety "keto", a zwykła grypa żołądkowa może być stanem zagrożenia życia.


Czy miałem miłość do słodyczy? Ja akurat tak. Lubię słodkie rzeczy i nawet dzisiaj ich sobie nie odmawiam. Ale dla mnie "słodkie" to raczej kierunek czekolada, niż czyste cukierki, czy żelki. Staram się łączyć słodycze z tłuszczem, ich wchłanianie jest dużo lepsze w organizmie (w sensie wolniejsze) i łatwiej skorygować cukier. Sam jeszcze przed liecum (lata przed chorobą) zrezygnowałem z cukru do kawy i herbaty bo nie smakowały mi takie napoje.


Natomiast jeśli chodzi o ilość to nie były to przesadnie duże ilości. Czasami była to czekolada na tydzień, a czasami po jednym waflu "Grześku" dziennie. Raczej był to dodatek po obiedzie niż jakiś główny posiłek. Za dzieciaka zostałem nauczony, że to właśnie są takie drobne nagrody, więc nie przesadzam z nagradzaniem siebie, bo nie ma za co nagradzać


Ale wiecie, świat i organizmy ludzkie już tak działają, że niektórzy mogą jeść mnóstwo słodyczy i nic im nie jest, niektórzy palą latami, a dożywają setki i umierają na jakąś pierdołę. Niektóre noworodki rodzą się z wadami, które zmienią ich całe życie a nawet nie są temu winne. To bardzo przykre, ale niestety tak to działa...


Jeśli chodzi o wizyty w szpitalu, codzienne problemy, samopoczucia, o mojej codzienności i wsparciu innych - napiszę na pewno więcej w przyszłości, będzie tego dużo, ale wolę rozdzielić to na odrębne wpisy (serio czytacie wszystko co napisałem?! kto ma na to czas!)


Dzisiaj tak troszkę luźniej, ale to dlatego, że też i dzień był trochę bardziej pracowity i... działo się dużo dobrego. Jak dzieje się dobre, to nie piszemy o złym. Pamiętajcie. Korzystamy z dobrego dnia i dobrego samopoczucia


Postanowiłem też, że od dzisiaj będę tagował moje wpisy tak jak prosiliście. Wybrałem tag #blogzcukrzyca bo... w sumie moje długie wpisy to jak prowadzenie bloga z cukrzycą. No i ta nazwa była wolna


Dziękuję wam jeszcze raz serdecznie za wszystkie komentarze i wpisy, usiadłem teraz do kompa i złapałem się za głowę - dosłownie. Pozdrawiam wszystkich gorąco... albo nie... zimno! Są takie upały, że nawadniajcie się!

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować